sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział X - Śmierć

Prowadził mnie teraz do złotych drzwi, przed nimi stał brązowy pegaz z kluczem. W momencie, gdy podeszłam do drzwi i magiczny koń włożył klucz  do zamka, przeniosłam się w o wiele mroczniejsze strony. Każdy normalny od razu określił by to pomieszczenie jako ciemne, ja jednak wchodząc tu przypomniałam sobie najmroczniejsze momenty mojego życia. Między innymi, wiadomość o śmierci rodziców, brata, zaginięcie babci. Znajdowałam się teraz w sali balowej zamku, na środku stały 3 trony, na najwyższym siedziała kobieta w czerwonej pelerynie, na drugim siedział chłopak bawiący się ostrzem, najniższy stał pusty, jakby na kogoś czekał.
-Witaj Isabelle Norttem - powiedział chłopak z francuskim akcentem - Oto progi naszego zamku, mamy nadzieję, że ci się spodoba. Ja jestem Silvere Melahburn, my się już znamy czyż nie?
-Nie przypominam sobie - grzebałam w swoich myślach, ale w żadnej nie było złotowłosego chłopaka z irytującym uśmieszkiem.
-Ach jaka to szkoda, ale na szczęście ja pamiętam. Jeśli chcesz przypomnę ci.
-Hmmm, nie wyrażam takiej ochoty.
-Dobrze więc, pierwszy raz spotkaliśmy się pod jakąś ruderą, nie pamiętasz? W twoim śnie, widziałaś mnie wtedy jako dziecko, spoglądałaś na mnie tymi swoimi dużymi zielonymi oczami spod poplątanych włosów i prosiłaś mnie abym cię zabrał ze sobą, miałaś wtedy 6 lat. - wstał z krzesła i podszedł do mnie, cofnęłam się o dwa kroki - Drugi, był podczas twoich 11 urodzin, stawałaś się wtedy bardziej kapryśna i poprosiłaś, żeby twoja matka zaprosiła swojego, hmm wcześniej nazwałaś mnie przyjacielem, ale dla niej byłem kimś więcej. Cieszyła się, że możesz mnie zaakceptować. A teraz widzimy się po raz kolejny, muszę ci powiedzieć, że wyładniałaś.
-Cały czas brałeś aktywny udział w moim życiu, tak?
-Nazwałbym to raczej wtrąceniem z polecenia, ale jak sobie chcesz.
-To dlaczego nic nie pamiętam, co zrobiłeś, że sobie nie potrafię przypomnieć. W jedenaste urodziny przecież byłam w cyrku z bratem.
Stał jak słup soli, bał sie nawet zaczerpnąć powietrza, moją uwagę przykuła postać w czerwonej pelerynie, tym razem ona wstała i podeszła Silvere i mnie. Wyciągła nóż z jego dłoni i poderżneła mu gardło. Cała marmurowa posadzka była w krwi. Z moich ust wydobył się krzyk.
-Chodź za mną - powiedziała kobieta.
Szłyśmy bardzo długo, ciasne korytarze z zdjęciami paryskich ulic nie pasowały do reszty wnętrza. Podłoga zrobiona z ciemnynych kamieni i ściany pomalowane czarną farbą wogóle nie kontrastowały z obrazkami.
Na końcu dziwnego korytarza były drzwi, otworzyła je i zaprosiła mnie, abym poszła dalej. Zaproponawała mi fotel i usiadłyśmy.
-Jesteś niespokojna. - stwierdziła.
-No.
-No weź, opowiedz mi coś o sobie, coś czego nie jestem pewna, czego nie wiem.
-Chodzi ci o mój sposób bycia?
Zaśmiała się  - Może być.
-Naprawdę? Raczej nie uważam tego za zbyt interesujące...
Przerwała mi - Oj wierz mi bardzo, jak dołączysz do nas też ludzkie życie będzie cię intrygować.
-A mam?
-Jeśli wypełnisz zadanie, dostaniesz miejsce u mego boku, jako Anioł Ciemoności.
-Wolę zostać.. - widząc jej minę spoza kaptura dodałam - To co to za zadanie?
-W swoim czasie, najpierw powiedz mi czy to bardzo boli? Jak bardzo cierpisz....samotnością. Słyszałam, że masz adoratora. Elias, znam go. Obdarowałam go darem walki, kiedyś też był moim przyjacielem, lecz kiedy dowiedział się czym jestem przestał się mną ineteresować. No wiesz, kiedy widzi, że wokół niego jest zbyt durzo zamieszania, ucieka. Cały El, gdy dowiedział się o twoim wypadku nie ma go już w okolicy...
-Nieprawda!Pewnie sie martwi. - sama siebie oszukuję.
-Tak? A to niby czemu jest tak blisko a jeszcze cię  nie odwiedził?
-Jest tutaj?!
-No jasne, gdzieś musi być.

                                      ***

Wchodziłam przez szklane drzwi do sali balowej, ubrana w czerwoną długą suknię, ciągnącą się po podłodze i czarne pantofle, które znalazłam  w gabinecie wraz z liściekem (długa historia). Mój pierwszy bal.
W okół było pełno tańczących par, inne dziewczyny miały równie piękne suknie co ja, lecz jedna się wyróżnaiała. Miała ją partnerka Silvere, zamiast czerwonych sukien, które wyraźnie są obowiązkowe, założyła najpiękniejszą fioletową suknię jaką kiedykolwiek widziałam. Mocno upięta w pasie i "rozłożysta" w biodrach. Trudno sobie taką wyobrazić, więc lepiej zobaczyć.
Przed oczami mignęła mi jakaś postać, ubrana w schludny biały garnitur, Elias.Chciałam go zawołać, ale był już za daleko i tańczył za jakąś ładną dziewczyną.
Po zakończonej piosence wszyscy usiedli do swoich stolików, każdy miał parę u boku, tylko nie ja. Także usiadłam w pustym stoliku. Kelner podał mi wodę i słuchając muzyki obserwowałam El bawiącego się ze swoją partnerką.
Do sali nagle wszedł Joel ze swoją siostrą u boku, szczerze gdyby nie to, że jest jego siostrą, to byliby ładną parą. Puścił mi oczko i zajął stolik obok Silvere.
Powróciwszy na parkiet, obserwowałam jak z gracją poruszali się ludzie. Gdy ktoś podszedł do mnie spuściłam wzrok, tylko nie to!
-Zatańczysz - zapytał Silvere, nic nie odpowiedziałam - No chodź, chyba nie będziesz cały wieczór tutaj siedzieć.
-Właściwie to mam - mruknęłam
-Świat się nie zawali jeśli ze mną zatańczysz, hm? To jak będzie?
-Nic nie będzie, nie umiem tańczyć - zawstydziłam się i wyszedł mi rumieniec na policzki.
-Dobra - wziął mnie na ręce i z zaskoczenia wydałam pisknięcie - Naczuczę cię -szepnoł mi do ucha.
Postawił mnie i ułożył moje stopy na swoich i tańczyliśmy! Naprawdę tańczyłam i to jakiegoś walca, czy coś w tym rodzaju. Uśmiechłam się do niego, mój pierwszy normalny taniec, z nienormalną osobą (w mojej głowie brzmiało to lepiej).
-Nie sądziłam, że to takie łatwe - szepnełam do niego.
Zaśmiał się - Bo nie jest, spróbój sama - zdjął moje nogi ze swoich - No tańcz
Czy to co wyprawiałam było tańcem, deptałam no każdym kto mi się nawinął, wymachiwałam rękami, a w tle słychać było śmiechy i drwiące szepty, każdy się ze mnie śmiał, nawet Elias, Silvere.
-Zrobiłeś to specjalnie - powiedziałam i pobiegłam z łzami w oczch do wyścia.
Czułam się okropnie, drwił tam ze mnie każdy, coraz głośniej i głośniej. Sądziłam, że wypadłam na dwór, lecz tam tylko było tak zimno. Przed oczmi miałam, Śmierć.

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział IX - Inny Wymiar

Przede mną stała blada postać, ubrana w białą szatę z kruczoczarnymi włosami. Nie byłam w stanie zidentyfikować płci przez otaczające mnie śwaitło. Wtedy postać przemówiła.
-Znów się sptotykamy - usłyszałam męski głos - Lecz tym razem pozwoliłem ci mnie spotkać. Pozwól, że odpowiem na kilka twoich pytań. Z pewnością chcesz wiedzieć kim jestem, no więc ja to Czas, tak ten który cię "szuka", choć nigdy nie zgubił.
-Gdzie ja jestem? - zapytałam skruszona
-W moim wymiarze, musiałem spowodować twoją śmierć, abyś mogła tu być. Nie bój się wrócisz do swojego nudnego życia jak tylko załatwię kilka spraw. Więc zacznijmy od kwestii pytań.
-Mam tylko jedno...dlaczego jestem medium?
-Spodziewałem się wszystiego, ale nie tego, bo widzisz tutaj nie mam nad ludźmi władzy, dlatego też ich tu nie wpuszczam...
-Dobra, nie musisz się mi spowiadać - rzuciłam
-Myślisz, że obchodzi mnie twoja opinia?
-Widocznie tak, jeśli tu jestem - Booże, jaka ja jestem arogancka...
-Jesteś medium - zmienił temat - bo ja tak chciałem. Widzisz, moja siostra obdarzyłam nie darem, który pozwala mi zmnieniać ludzi, którymi już nie są. W zamian za przysługę, muszę, a raczej ty musisz spełnić jedno trudne zadanie. Nie mam pojęcia na czym ono polega, zdradza je ona tylko wykonawcy.
-Więc dlaczego ja?
-Tym razem to ona cię wybrała. Uznała, że dobrze będzie mieć przy sobie dziewczynę, która nie ma czym się przejmować, bo nic nie ma. Ustalono to w dniu twoich narodzin, całę twoje życie, jeśli chcesz...
-Nie - zaprotestowałam - Czyli wiecie wszytstko co się ze mną stanie, co się stało.
-Tak i nie, bo medium to najpotężniejsza istota w całym Shadoww, naszym świecie. Tylko tej rasy nie można kontorlować, stopniowanie przemiany zależy od ciebie, jeśli będziesz chciała mieć wizję to ją masz, jeśli chcesz poznać historię ludzi lub przewidzieć co się stanie to to zrobisz. Początki są najgorsze, ból, narastająca enegria itd. Nie da się ciebie zabić, bo nie chcesz umierać, dlatego tylko zginiesz popełniając samobójstwo, bo...
-Ja tego chcę - dodałam
-Właśnie, życie twoje, innych, szczególnie to jak się potoczy zależy od ciebie. Ona tylko je zabiera, a ja mam w tym mały wkład, No wiesz, mogę zmienić bieg historii bardziej efektownie niż ty i inne, ale najgorsze, że stworzyłem coś, silnejszego od śmierci.
-Tym czymś jestem ja - wyszeptałam -  Ile nas jest?
-Troje, oprócz ciebie, było troje. Miesiąc temu kobieta w średnim wieku nie wykonała zadania i zginęła. Po prostu nie dała rady. Jest jeszcze chłopak, ma 13 lat, na razie czekam na odpowiedni moment, aby jego też w to wciągnąć. No i trzecia osoba, 891 letni chłopak, wygląda na 19, wykonał jak na razie jedyny zadanie. Nikt nie wie co to było, ale zginęło przy tym 800 000 osób.
-Co?! Ja nie potrafię, nie zrobię - histeryzowałam
-Uposkój się - warknął - każde zadanie jest inne. Choć ono zmieni wszystko.
-Kiedy go dostanę?
-Wkrótce, ale najpierw muszę wyjaśnić ci zupełnie wszystko.
-Czy będę musiała zrobić to sama?
-Oczywiście, że nie. Masz pomoc z zaświatów, duchy, mnie, Eliasa...
-On może mi pomóc?!
-No przecież jest duchem, może. Zwłaszcza, że do tej pory był ci najbliższy..choć na peowno nie teraz.
-Dlaczego tak myślisz, JEST MOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM! - nieco sztucznie to zabrzmiało - Po co mi to mówisz, do czego zmnierzasz?
-Joel, mój stary znajomy, przestaje ci być obojętny....hm?
-Nie, on mi tylko pomaga.
-Tak samo jak El jest twoim przyjacielem, zaraz ty zaczniesz nazywać siebie człowiekiem.
-Bo nim jestem.
-Istota, to odpowiednie określenie.
-Zaraz, cały czas myślałam, że Joel jest Tobą, no ale sie znacie, czyli on z tobą współpracuje, czy...
-Mała spokojnie, Joel jest czymś zupełnie innym, nie należy do Shadoww. Też ma swój wymiar, ale jego jest najgorszy, mój jak widzisz jest bardzo jasny, nic w nim prawie nie ma. Jego, to przeciwieństwo tego, panuje mrok, brak uczuć. On potrafi je tylko wywołać osobom, tobie, siostrze, mnie. Czujemy się przy nim bezpieczni, czujemy się przyjaciółmi. To tylko podstęp, nazywa się go różnie, jedni mówią zmniennokształtny,nik nie wie czym on tak naprawdę jest. Na pewno go już spotkałaś, o ile wiem aktywnie brał udział w twoim życiu, na moje polecenie oczywiście. Tak się składa, że winny mi przsługę, no właśnie mi odpłacił, teraz miał wrócić do siebie, ale...
-Ale co? - zapytałam, choć nie chciałam usłyszeć odpowiedzi, bałam się jej
-Jest z tobą, przy twoim ciele. Czuwa.
-Czyli on wie, że tu jestem. Mimo to, że był ci to winien, nie chciał żebym do ciebie przyszła.
-Symulował, że mu zależy, to jego taktyka.
-To dlaczego sobie nie poszedł?
-Czeka...na ciebie.
-Wracając do poprzedniego tematu. Co ma do tego jakie są mniędzy mną a innymi relacjie?
-Dużo,wiele osób teraz chce, abyć im zaufała i zdradziła zadanie śmierci. Jest bowiem za jego wykonanie nagroda.
-Czyli co? Nagrobek z napisem "Ukończyłeś Poziom"?
Zaśmiał się - Stajesz się Aniołem.

wtorek, 7 maja 2013

Rozdział VIII

Nad ranem usłyszałam stukot deszczu w marmurowy parapet, znów śnił mi się Max, mój młodszy brat. Siedzieliśmy na ganku i rozmawialiśmy, a kiedy miał mi powiedzieć coś ważnego obudziłam się. Zresztą nie pierwszy raz. Cały czas myślałam o poprzednim wieczorze, o mnie i Eliasie, o Joelu - dowiedziałam się jak ma na imię mniej więcej w ten sposób:
Stałam jak wryta, a on widać był wściekły i wyrzucił Elisa z domu. Nie było trudno, bo kiedy tylko go zobaczył od razu zniknął. Wtedy Jo powiedział to chyba jakoś tak:
-Czyś ty zwariwała?! - krzynął - Ale żeby od razu z duchem?!
Nie odezwałam się ani słowem, muszę się przyznać, że mi było wtedy wstyd. Co innego coś robić, a co innego kiedy ktoś ci to wypomina. A tak wogule co on ma do Eliasa...
-Weź się odczep.....ty.....no - wyszłam z salonu
-Mów i Joel - powiedział przez zęby.
I tak znalazłam się u siebie i poszłam spać. No i wracam do mojego snu, którego mam co noc i który nie może się dokończyć.................Właśnie zchodziłam po skrzypiących schodach, zobaczyłam chłopca siędzącego na ganku. Czym prędzej pobiegłam ku niemu, aby zobaczyć jego twarz. To był Max, wyglądał nieco inaczej, jego twarz była blada, a policzki sine. Był smutny.
-Co się stało? - zapytałam troskliwym tonem
-Musisz coś wiedzieć - spojrzał na mnie - Ja wcale nie chciałem, to stało się tak nagle......musisz wiedzieć, że Ty i.......
Obudził mnie trzask, tak jak przedtem. W pokoju stał Joel.
-Co ty tu do diabła robisz?! - zawołam zaspana
-Ja? Jestem ciekaw co ty robisz w tym oknie, chcesz się zabić czy co!
Teraz zauważyłam, a na ten serce mi się zatrzymało. Stałam na parapecie od pokoju przy otwartym oknie. Bałam się zejść i szybko zamknęłam oczy, co ja wyrabiam? W głowie brzmiał mi cichy głosik Skocz, Skocz.... Piekielny ból w sercu.....Po co się jeszcze zastanawiasz?
Skoczyłam, wiatr we włosach był tak niezwykły, a potem, a potem nic... .

środa, 1 maja 2013

Rozdział VII

Resztę dnia spędziłam w pokoju, w sumie to nawet nie było źle. Mimo kolejnej porannej wizj było mi lepiej. Wczytałam się w książkę, a czas zleciał jak z procy. Poczułam głód, który coraz bardziej się zwiększał. Żołądek domagał się wreszcie czegoś do jedzenia, więc postanowiłam poszperać w półkach. Jak mogłam wcześniej przewidzieć nic nie znalazłam, nie zostało mi nic innego jak zejść na dół. Sama cisza w domu wydawała się niepokojąca, mimo to zebrałam się na odwagę i otworzyłam drzwi. I nic, cisza. Nikogo nie ma w domu tym lepiej, bo mogę swobodnie iść do kuchni i zjeść wszystko co się da.
W kuchni było pełno jedzenia, nawet nie mogłam się zdecydować, w końcu jednak przygotowałam tortillę z kurczakiem. Zaskoczeniem dla mnie było to, że umiałam gotować i to całkiem nieźle. W całym domu pachniało od jedzenia. W czasie gdy smarzyły się placki, włożyłam szarlotkę do piekarnika, po czym nakryłam do stolu dla jednej osoby rzecz jasna. Dokończyłam placki i wzięłam się za jedzenie. Smakowało genialnie, lecz trzeba było po sobie posprzątać. Nie, nie tym razem, wszystko zostawiłam i poszłam w kierunku salonu. Wielkie stereo i telewizor mówiły za siebie, wszystko tu było duże i nowoczesne. Nawet nie zapomniano o parkiecie tanecznym. Oczywiście włączyłam muzę i zaczęłam tańczyć. Nie był on taki zwykły, bo piosenka "Give me love" Eda jest niesamowita. Mój taniec był nieco dziwaczny, często obracałam się w kółko i robiłam niezgrabne ruchy rękami po twarzy, ale co to miało za znaczenie, bo była tylko muzyka. Wypełniła mnie całą swoją siłą, mocą, delikatnością, tak że poczyłam się jak anioł. Piosenka się skończyła i zaczęła się następna, ale już nie była tak interesująca jak osoba, która stała przede mną. Elias. Śmiał się ze mnie.
-Nieźle tańczysz - parsknął śmiechem a ja razem z nim
-No wiesz mam wielki talent - znów wybuchliśmy śmiechem
-Gdzieś ty się podziewała?
-Ja? Chyba ty?! Potrzebowałam cię.
-Wiem, ale nie mogłem przyjść, miałem ważną sprawę - zmieszał się i nastała cisza, więc żeby ją przerwać zaprowadziłam go do swojego pokoju i położyliśmy się na moim łóżku.
-W każdym razie, co tam u ciebie słychać? Widzę, że masz dom i to ogromny! Jak ci się to udało? - zapytał
Opowiedziałam mu wszystko po kolei, zaczynając od momentu rozstania się na placu. Nie był specjalnie zdziwniony, wręcz doprowadziłam go do płaczu. Próbowałam mu wytłumaczyć, jakie to dla mnie ciężkie chwile były, ale jak doszliśmy do momentu moich kroków tanecznych to nawet siebie nie uratowałam od śmiechu. Wtedy nawet nie przeszło mi to przez głowę, że będę się z tego śmiać. Wruciliśmy do salonu i jeszcze raz włączyliśmy tę piosenkę, tylko tym razem zamiast tańczyć moją solówkę, to zrobiliśmy to razem. Nie sądziłam, że będzie tak zabawnie, Eli powtarzał moje ruchy, a ja zamiast robić to samo to zwijałam się ze śmiechu. Piosenka się skończyła, następną była również spokojna ale bardziej do par. Także zaczeliśmy tańczyć razem, przytulając się, parę razy zrobiłam obrót, już miało dojść do pocałunku (wiem przecież, że to duch, ale dogadywałam się z nim tak świetnie, więć co miałam zrobić, jak go nie kochać), ale coś  nam przeszkodziło. Do pokoju wszedł Ten chłopak.

piątek, 26 kwietnia 2013

Liczę na was

Od dłuższego czasu nie dodawałam kolejnych rozdziałów, więc chciałabym za to przeprosić wszystkich, którzy pamiętali o mnie i odwiedzali mojego bloga. Jak wiecie poinformowałam was o tym w komentarzu pod nazwą Pretty Blogger i podałam adres mojego kolejnego bloga. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą dlaczego mnie nie było to wyjaśniam, że zablokowali mi konto, z dość przeciętnych powodów, którymi wolę się nie chwalić. W każdym razie dostałam wiadomość (po angielsku, więc mogłam źle przetłumaczyć) zawiadamiającą mnie, że coś tam i musiałam udowodnić coś tam w ciągu 18. I tam po tych 18 dniach wiadomość pójdzie do Google+ gdzie rozwarzą co dalej ze mną zrobić. Minęło te 18 dni i postanowiłam spróbować się zalogować (kilka dni temu) i się udało!!


To na tyle jeśli chodzi o tę moją zbyt długą przerwą, ale muszę was zmartwić, że nie dodałabym kolejnych postów, bo nie miałam żadnego natchnienia. Jak wcześniej wspomniałam dodałam komentarz, w którym również poiformowałam was o moich rodziałach do przodu, nie wiem czy wiecie jak ja sie cieszę, że ich nie dodałam, bo akcja toczyła się tak szybko, a zdania były zbudowane zbyt pochopnie, co nie dało dobrych efektów.


Kolejnym info jest dla was to, że mam kolejnego bloga! Jest na nim jak na razie bardzo mało wejść więc liczę na was, że i tamtego będziecie od czasu do czasu odwiedzać. Adres podam gdzieś z boku albo na samym dole, tego jeszcze nie wiem.

Postaram wycisnąć z siebie ostatnie krople krwi, nie wychodzić na dwór (taa, na reszcie mam dobrą wymówkę) i napisać dla was kolejny rodział.
Pozdrawiam ;*



piątek, 29 marca 2013

Rozdział VI

Zaprowadził mnie pod drzwi tego ogromnego domu, z licznymi oknami. Spojrzałam na jego twarz, to ten chłopak z kafejki, teraz wyglądał jakby go bolał brzuch, nie tak jak wcześniej.
-Nie musisz tego robić - powiedziałam - Nie trzeba.
-Robię to dla siebie, uwierz mi - otworzył drzwi i obydwoje weszliśmy. Nie czułam się zbyt pewnie, wręcz byłam przerażona. Co on ze mną zrobi? Zamknie mnie w piwnicy, czy zrobi coś gorszego?
-Co ze mną zrobisz? - zapytałam, on uśmiechnął się krzywo.
-Najgorsze co mogę, dam ci ubranie, pokój i możesz tu zamieszkać ile tylko chcesz.
-Ale...
-Bo widzisz, nie mieszam sam, dostosuj się do moje przyrodniej siostry - zaśmiał się.
-Masz przyrodnią siostrę?! - krzyknęłam i szybko się od niego odsunęłam. Przypomniała mi się bowiem rozmowa z Eliasem.
-Czy to dziwne, wiele osób je ma. - zdziwienie przeplatało się z podejrzeniem w jego oczach.
-Która godzina? - zapytałam
-15.08, a co?
-Kiedy poznam twoją siostrę?
-Hmmm, z tego co wiem, to za jakieś kilka minut.
-Zaprowadź mnie do pokoju, proszę jestem zmęczona.
Zrobił to, z takim entuzjazmem jakby chciał się mnie pozbyć. Przechodziliśmy przez długie korytarze, z pięknymi obrazami zawieszonymi na ścianach, w końcu dotarliśmy do mojego pokoju. Znalazłam tutaj czyste ubrania, nawet własną łazienkę i ogromne łóżko! Panował tutaj wielki porządek, wszystko było na swoim miejscu, aż do teraz. Ściany koloru blado-czerwonego wspaniale kontrastowały ze złotym dywanem i szarymi meblami, pokój miał był dość duży. Zamiast szperać po półkach to od razu rozebrałam się i poszłam się wykąpać w wanie z hydromasażem! Pierwszy raz korzystałam z takich luksusów, czułam się wspaniale. Mimo tak wczesnej godziny, ubrałam się w różową koszulę nocą i badałam zawartość półki na książki, która jak się okazało była doskonale zaopatrzona. Cały czas czytałam "Zmierzch", aż przeczytałam i poszłam spać. Tego dnia już z nikim nie rozmawiałam. Rano wstałam zadziwiająco wcześnie, poszłam do swojej nowej łazienki i siedziałam tam chyba z godzinę, zwykle wszystko zajmowało mi tylko 5 minut. Sprawdzałam kosmetyki różnego rodzaju, największym dla mnie szokiem były pasty do zębów, których na oko było z 34, każda innego koloru i smaku. Maseczki i dodatki do kąpieli miały podobną liczbę sztuk, już nie mówiąc o mydłach. Wyszłam i chciałam się ubrać, tym razem byłam zawiedziona, bo wszystko było maksymalnie obcisłe, zdecydowałam się na ciemne rurki, białą bluzkę na ramiączkach z myszką Miki, fioletowy sweter i kremowe balerinki. Wszystko byle by zdjąć te piżamę, włosy zaplotłam w warkocz, który położyłam na boku, sięgał aż po pas. Wyglądałam całkiem nieźle, liczyłam, że w tych szafkach znajdę jakiś barek z jedzeniem, jedyne co tam było to nowa bielizna, rzeczy szkolne i tabletki. Czyli będę się uczyć? Byłam strasznie głodna, to właśnie przypomniało mi o babci, usiadłam na łóżku. Gdzie ona była, bardzo za nią tęsknię, za jej przytulaniem, przydałoby mi się to w tej sytuacji, mieszkając z nieznajomym w takim luksusowym domu. Mało tego istniało prawdopodobieństwo, że to właśnie on mnie cały czas szukał i to jego widziałam w tej wizji, a szukał mnie właśnie Czas!
Usłyszałam pukanie do drzwi, szybko otarłam łzy i schowałam chustki pod poduszkę, żeby nikt nie podejrzewał mnie, że płaczę. Na szczęście się nie maluję.
-Proszę! - mój głos był żałosny
Do pokoju wszedł chłopak.
-Dzień dobry! Masz ochotę na śniadanie? - zapytał
-Eee, mogę zjeść tutaj?
-Nie, do pokoju nie można przynosić jedzenia - jego głos spoważniał - Jedna z zasad mieszkania tutaj.
-Rozumiem, w takim razie daj mi minutę.
Poszedł sobie, nie rozumiem dlaczego tak bardzo na mnie naciskał. Nie prosiłam go o to, żeby mnie tutaj zabierał, dawał dom. Znów strasznie rozbolała mnie głowa, podeszłam ledwo stojąc na nogach do lustra i komody i wyjęłam tabletki. Niestety nie znalazłam takich przeciw bólowych, znów moja świadomość zaczęła zanikać, nic nie widziałam, poczułam jak z trzaskiem upadam na ziemię, a obok mnie spadło coś ciężkiego. Obrazy tak jak poprzednio przesuwały się po mojej głowie, widziałam piękną białą suknię, nie wiem od kogo. W innym pomieszczeniu zobaczyłam taką samą tylko czarną, oraz tajemniczą postać tak jak wcześniej. Coś mnie wyrwało z tej wizji, to znowu on.
-Na miłość boską, przestać mnie bić po twarzy! - wydusiłam - O co ci chodzi!
-Zemdlałaś, twoje oczy były fioletowe, nie wiedziałem co się dzieje! - udawał, że to widział po raz pierwszy.
-Nie udawaj, wiem że nie dałeś mi domu przypadkowo! Szukałeś mnie, nie dajesz mi spokoju, już cię widziałam! Byłeś wśród tych demonów! Jak mogłam cię nie poznać, jestem taka głupia - ostanie słowa powiedziałam szeptem. Byłam wręcz przyklejona do ściany, byle dalej od niego.
-Masz rację, jesteś głupia, że ze mną tutaj przyszłaś, jesteś głupia, bo kolejny raz dałaś się nabrać urokowi tego świata! Zresztą, nie tylko w niego uwierzyłaś... - wyszedł trzaskając drzwiami.
Zsunęłam się po ścianie i upadłam na ziemię, płacząc, w co ja się wpakowałam.

Rozdział V

Nurtowało mnie co ma z tym wspólnego ten chłopak, jednak coś pozwoliło mi odbiec od tych przypuszczeń. Strasznie rozbolała mnie głowa, musiałam chwycić się pobliskiej latarni, aby nie upaść. Ktoś uderzył mnie cegłą, takie to było właśnie uczucie. Zapadła zupełna ciemność, moje oczy płonęły, nie czułam bólu, to raczej było przyjemne w połączeniu z tym okropnym bólem głowy. W uszach dźwięczały mi słowa innych "DZIWADŁO", coś musiało się dziać nie tylko w środku, ale też na zewnątrz. Powoli moja świadomość zanikała, a w mojej głowie pojawiały się znajome mi miejsca, min. ta sama jaskinia w której mieszka Elias, mieszkanie babci i miejsce mojego przebudzenia, między tym wszystkich pojawiała się sylwetka jakiegoś mężczyzny, wiedziałam że muszę uciekać. Obudziłam się z tego transu, w tej samej pozycji co wcześniej. Ktoś położył rękę na moim ramieniu, odwróciłam się i ku mojemu zdumieniu nie zobaczyłam nikogo, głowa nadal mi pękała z bóli i mogłam mieć halucynacje. Wyprostowałam się i właśnie zmierzałam do przydrożnej kafejki, aby się osuszyć. Byłam w samym centrum Allhex, miasto w którym mieszkam od urodzenia, zawsze było pełno targowisk. Teraz nie ma ani jednego, większość ludzi się wyprowadza, pod pretekstem, że ich dom został nawiedzony. Dotarłam do kafejki i usiadłam przy wolnym stoliku od okna, było tutaj zupełnie pusto, miałam okazję się ogrzać choć nie było tutaj zbyt ciepło. Ściany pomalowane na biało, bez obrazów, podłoga brudna i zamoknięta. Nic dziwnego, że nikt tutaj nie przychodził, co mi było na rękę, lubię samotność. Co do jednej rzeczy się myliłam, stolik naprzeciwko mnie był zajęty. Siedziała na nim kobieta, ubrana w schludną sukienkę, różowe kalosze i kapelusz leżący na jej zaplecionych długich warkoczach. Po czasie doszedł do niej jakiś chłopak o blond włosach i zabójczo zielonych oczach, ubrany cały na czarno, nie wyglądał jak by szedł na pogrzeb, bardzo mu czerń pasowała, dołączył do dziewczyny siedzącej obok. Spoglądali na siebie, po czym zaczęli się obściskiwać, zrobiło mi się dziwnie ciężko na żołądku, chciałam jak najszybciej stąd wyjść. Przeszkodził mi kelner.
-Co podać? - zapytał
-Ja właściwie, to przyszłam się tutaj nieco wysuszyć.
-Albo coś zamawiasz, albo wynocha! - krzyknął - To jak?
-Hmm, to ja może poproszę to kakao, jest ono może za darmo?
-Wynocha! Nie chcę cię już tutaj więcej widzieć!
Wstałam i ruszyłam do drzwi, nie widzieć czemu odwróciłam się i spojrzałam na stolik obok, oni też patrzyli na mnie, a szczególnie ten chłopak. W jego oczach było widać przerażenie, nie widzieć czemu odszedł on od stolika, przecisnął się obok mnie i wybiegł na dwór. Ja i ta dziewczyna byłyśmy zszokowane jego zachowaniem, wyszłam i podążyłam w tę samą stronę, co ten tajemniczy chłopak, deszcz zamienił się w zimną mżawkę.  Znów poczułam czyjąś rękę, tylko tym razem na swojej własnej.
-Pomogę ci. - powiedział i zaprowadził mnie do jakiejś willi na plaży. Byłam strasznie zmieszana i nawet na niego nie spojrzałam. Ufałam mu, nie wiedząc jak wygląda, to dziwne.