wtorek, 7 maja 2013

Rozdział VIII

Nad ranem usłyszałam stukot deszczu w marmurowy parapet, znów śnił mi się Max, mój młodszy brat. Siedzieliśmy na ganku i rozmawialiśmy, a kiedy miał mi powiedzieć coś ważnego obudziłam się. Zresztą nie pierwszy raz. Cały czas myślałam o poprzednim wieczorze, o mnie i Eliasie, o Joelu - dowiedziałam się jak ma na imię mniej więcej w ten sposób:
Stałam jak wryta, a on widać był wściekły i wyrzucił Elisa z domu. Nie było trudno, bo kiedy tylko go zobaczył od razu zniknął. Wtedy Jo powiedział to chyba jakoś tak:
-Czyś ty zwariwała?! - krzynął - Ale żeby od razu z duchem?!
Nie odezwałam się ani słowem, muszę się przyznać, że mi było wtedy wstyd. Co innego coś robić, a co innego kiedy ktoś ci to wypomina. A tak wogule co on ma do Eliasa...
-Weź się odczep.....ty.....no - wyszłam z salonu
-Mów i Joel - powiedział przez zęby.
I tak znalazłam się u siebie i poszłam spać. No i wracam do mojego snu, którego mam co noc i który nie może się dokończyć.................Właśnie zchodziłam po skrzypiących schodach, zobaczyłam chłopca siędzącego na ganku. Czym prędzej pobiegłam ku niemu, aby zobaczyć jego twarz. To był Max, wyglądał nieco inaczej, jego twarz była blada, a policzki sine. Był smutny.
-Co się stało? - zapytałam troskliwym tonem
-Musisz coś wiedzieć - spojrzał na mnie - Ja wcale nie chciałem, to stało się tak nagle......musisz wiedzieć, że Ty i.......
Obudził mnie trzask, tak jak przedtem. W pokoju stał Joel.
-Co ty tu do diabła robisz?! - zawołam zaspana
-Ja? Jestem ciekaw co ty robisz w tym oknie, chcesz się zabić czy co!
Teraz zauważyłam, a na ten serce mi się zatrzymało. Stałam na parapecie od pokoju przy otwartym oknie. Bałam się zejść i szybko zamknęłam oczy, co ja wyrabiam? W głowie brzmiał mi cichy głosik Skocz, Skocz.... Piekielny ból w sercu.....Po co się jeszcze zastanawiasz?
Skoczyłam, wiatr we włosach był tak niezwykły, a potem, a potem nic... .

środa, 1 maja 2013

Rozdział VII

Resztę dnia spędziłam w pokoju, w sumie to nawet nie było źle. Mimo kolejnej porannej wizj było mi lepiej. Wczytałam się w książkę, a czas zleciał jak z procy. Poczułam głód, który coraz bardziej się zwiększał. Żołądek domagał się wreszcie czegoś do jedzenia, więc postanowiłam poszperać w półkach. Jak mogłam wcześniej przewidzieć nic nie znalazłam, nie zostało mi nic innego jak zejść na dół. Sama cisza w domu wydawała się niepokojąca, mimo to zebrałam się na odwagę i otworzyłam drzwi. I nic, cisza. Nikogo nie ma w domu tym lepiej, bo mogę swobodnie iść do kuchni i zjeść wszystko co się da.
W kuchni było pełno jedzenia, nawet nie mogłam się zdecydować, w końcu jednak przygotowałam tortillę z kurczakiem. Zaskoczeniem dla mnie było to, że umiałam gotować i to całkiem nieźle. W całym domu pachniało od jedzenia. W czasie gdy smarzyły się placki, włożyłam szarlotkę do piekarnika, po czym nakryłam do stolu dla jednej osoby rzecz jasna. Dokończyłam placki i wzięłam się za jedzenie. Smakowało genialnie, lecz trzeba było po sobie posprzątać. Nie, nie tym razem, wszystko zostawiłam i poszłam w kierunku salonu. Wielkie stereo i telewizor mówiły za siebie, wszystko tu było duże i nowoczesne. Nawet nie zapomniano o parkiecie tanecznym. Oczywiście włączyłam muzę i zaczęłam tańczyć. Nie był on taki zwykły, bo piosenka "Give me love" Eda jest niesamowita. Mój taniec był nieco dziwaczny, często obracałam się w kółko i robiłam niezgrabne ruchy rękami po twarzy, ale co to miało za znaczenie, bo była tylko muzyka. Wypełniła mnie całą swoją siłą, mocą, delikatnością, tak że poczyłam się jak anioł. Piosenka się skończyła i zaczęła się następna, ale już nie była tak interesująca jak osoba, która stała przede mną. Elias. Śmiał się ze mnie.
-Nieźle tańczysz - parsknął śmiechem a ja razem z nim
-No wiesz mam wielki talent - znów wybuchliśmy śmiechem
-Gdzieś ty się podziewała?
-Ja? Chyba ty?! Potrzebowałam cię.
-Wiem, ale nie mogłem przyjść, miałem ważną sprawę - zmieszał się i nastała cisza, więc żeby ją przerwać zaprowadziłam go do swojego pokoju i położyliśmy się na moim łóżku.
-W każdym razie, co tam u ciebie słychać? Widzę, że masz dom i to ogromny! Jak ci się to udało? - zapytał
Opowiedziałam mu wszystko po kolei, zaczynając od momentu rozstania się na placu. Nie był specjalnie zdziwniony, wręcz doprowadziłam go do płaczu. Próbowałam mu wytłumaczyć, jakie to dla mnie ciężkie chwile były, ale jak doszliśmy do momentu moich kroków tanecznych to nawet siebie nie uratowałam od śmiechu. Wtedy nawet nie przeszło mi to przez głowę, że będę się z tego śmiać. Wruciliśmy do salonu i jeszcze raz włączyliśmy tę piosenkę, tylko tym razem zamiast tańczyć moją solówkę, to zrobiliśmy to razem. Nie sądziłam, że będzie tak zabawnie, Eli powtarzał moje ruchy, a ja zamiast robić to samo to zwijałam się ze śmiechu. Piosenka się skończyła, następną była również spokojna ale bardziej do par. Także zaczeliśmy tańczyć razem, przytulając się, parę razy zrobiłam obrót, już miało dojść do pocałunku (wiem przecież, że to duch, ale dogadywałam się z nim tak świetnie, więć co miałam zrobić, jak go nie kochać), ale coś  nam przeszkodziło. Do pokoju wszedł Ten chłopak.

piątek, 26 kwietnia 2013

Liczę na was

Od dłuższego czasu nie dodawałam kolejnych rozdziałów, więc chciałabym za to przeprosić wszystkich, którzy pamiętali o mnie i odwiedzali mojego bloga. Jak wiecie poinformowałam was o tym w komentarzu pod nazwą Pretty Blogger i podałam adres mojego kolejnego bloga. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą dlaczego mnie nie było to wyjaśniam, że zablokowali mi konto, z dość przeciętnych powodów, którymi wolę się nie chwalić. W każdym razie dostałam wiadomość (po angielsku, więc mogłam źle przetłumaczyć) zawiadamiającą mnie, że coś tam i musiałam udowodnić coś tam w ciągu 18. I tam po tych 18 dniach wiadomość pójdzie do Google+ gdzie rozwarzą co dalej ze mną zrobić. Minęło te 18 dni i postanowiłam spróbować się zalogować (kilka dni temu) i się udało!!


To na tyle jeśli chodzi o tę moją zbyt długą przerwą, ale muszę was zmartwić, że nie dodałabym kolejnych postów, bo nie miałam żadnego natchnienia. Jak wcześniej wspomniałam dodałam komentarz, w którym również poiformowałam was o moich rodziałach do przodu, nie wiem czy wiecie jak ja sie cieszę, że ich nie dodałam, bo akcja toczyła się tak szybko, a zdania były zbudowane zbyt pochopnie, co nie dało dobrych efektów.


Kolejnym info jest dla was to, że mam kolejnego bloga! Jest na nim jak na razie bardzo mało wejść więc liczę na was, że i tamtego będziecie od czasu do czasu odwiedzać. Adres podam gdzieś z boku albo na samym dole, tego jeszcze nie wiem.

Postaram wycisnąć z siebie ostatnie krople krwi, nie wychodzić na dwór (taa, na reszcie mam dobrą wymówkę) i napisać dla was kolejny rodział.
Pozdrawiam ;*



piątek, 29 marca 2013

Rozdział VI

Zaprowadził mnie pod drzwi tego ogromnego domu, z licznymi oknami. Spojrzałam na jego twarz, to ten chłopak z kafejki, teraz wyglądał jakby go bolał brzuch, nie tak jak wcześniej.
-Nie musisz tego robić - powiedziałam - Nie trzeba.
-Robię to dla siebie, uwierz mi - otworzył drzwi i obydwoje weszliśmy. Nie czułam się zbyt pewnie, wręcz byłam przerażona. Co on ze mną zrobi? Zamknie mnie w piwnicy, czy zrobi coś gorszego?
-Co ze mną zrobisz? - zapytałam, on uśmiechnął się krzywo.
-Najgorsze co mogę, dam ci ubranie, pokój i możesz tu zamieszkać ile tylko chcesz.
-Ale...
-Bo widzisz, nie mieszam sam, dostosuj się do moje przyrodniej siostry - zaśmiał się.
-Masz przyrodnią siostrę?! - krzyknęłam i szybko się od niego odsunęłam. Przypomniała mi się bowiem rozmowa z Eliasem.
-Czy to dziwne, wiele osób je ma. - zdziwienie przeplatało się z podejrzeniem w jego oczach.
-Która godzina? - zapytałam
-15.08, a co?
-Kiedy poznam twoją siostrę?
-Hmmm, z tego co wiem, to za jakieś kilka minut.
-Zaprowadź mnie do pokoju, proszę jestem zmęczona.
Zrobił to, z takim entuzjazmem jakby chciał się mnie pozbyć. Przechodziliśmy przez długie korytarze, z pięknymi obrazami zawieszonymi na ścianach, w końcu dotarliśmy do mojego pokoju. Znalazłam tutaj czyste ubrania, nawet własną łazienkę i ogromne łóżko! Panował tutaj wielki porządek, wszystko było na swoim miejscu, aż do teraz. Ściany koloru blado-czerwonego wspaniale kontrastowały ze złotym dywanem i szarymi meblami, pokój miał był dość duży. Zamiast szperać po półkach to od razu rozebrałam się i poszłam się wykąpać w wanie z hydromasażem! Pierwszy raz korzystałam z takich luksusów, czułam się wspaniale. Mimo tak wczesnej godziny, ubrałam się w różową koszulę nocą i badałam zawartość półki na książki, która jak się okazało była doskonale zaopatrzona. Cały czas czytałam "Zmierzch", aż przeczytałam i poszłam spać. Tego dnia już z nikim nie rozmawiałam. Rano wstałam zadziwiająco wcześnie, poszłam do swojej nowej łazienki i siedziałam tam chyba z godzinę, zwykle wszystko zajmowało mi tylko 5 minut. Sprawdzałam kosmetyki różnego rodzaju, największym dla mnie szokiem były pasty do zębów, których na oko było z 34, każda innego koloru i smaku. Maseczki i dodatki do kąpieli miały podobną liczbę sztuk, już nie mówiąc o mydłach. Wyszłam i chciałam się ubrać, tym razem byłam zawiedziona, bo wszystko było maksymalnie obcisłe, zdecydowałam się na ciemne rurki, białą bluzkę na ramiączkach z myszką Miki, fioletowy sweter i kremowe balerinki. Wszystko byle by zdjąć te piżamę, włosy zaplotłam w warkocz, który położyłam na boku, sięgał aż po pas. Wyglądałam całkiem nieźle, liczyłam, że w tych szafkach znajdę jakiś barek z jedzeniem, jedyne co tam było to nowa bielizna, rzeczy szkolne i tabletki. Czyli będę się uczyć? Byłam strasznie głodna, to właśnie przypomniało mi o babci, usiadłam na łóżku. Gdzie ona była, bardzo za nią tęsknię, za jej przytulaniem, przydałoby mi się to w tej sytuacji, mieszkając z nieznajomym w takim luksusowym domu. Mało tego istniało prawdopodobieństwo, że to właśnie on mnie cały czas szukał i to jego widziałam w tej wizji, a szukał mnie właśnie Czas!
Usłyszałam pukanie do drzwi, szybko otarłam łzy i schowałam chustki pod poduszkę, żeby nikt nie podejrzewał mnie, że płaczę. Na szczęście się nie maluję.
-Proszę! - mój głos był żałosny
Do pokoju wszedł chłopak.
-Dzień dobry! Masz ochotę na śniadanie? - zapytał
-Eee, mogę zjeść tutaj?
-Nie, do pokoju nie można przynosić jedzenia - jego głos spoważniał - Jedna z zasad mieszkania tutaj.
-Rozumiem, w takim razie daj mi minutę.
Poszedł sobie, nie rozumiem dlaczego tak bardzo na mnie naciskał. Nie prosiłam go o to, żeby mnie tutaj zabierał, dawał dom. Znów strasznie rozbolała mnie głowa, podeszłam ledwo stojąc na nogach do lustra i komody i wyjęłam tabletki. Niestety nie znalazłam takich przeciw bólowych, znów moja świadomość zaczęła zanikać, nic nie widziałam, poczułam jak z trzaskiem upadam na ziemię, a obok mnie spadło coś ciężkiego. Obrazy tak jak poprzednio przesuwały się po mojej głowie, widziałam piękną białą suknię, nie wiem od kogo. W innym pomieszczeniu zobaczyłam taką samą tylko czarną, oraz tajemniczą postać tak jak wcześniej. Coś mnie wyrwało z tej wizji, to znowu on.
-Na miłość boską, przestać mnie bić po twarzy! - wydusiłam - O co ci chodzi!
-Zemdlałaś, twoje oczy były fioletowe, nie wiedziałem co się dzieje! - udawał, że to widział po raz pierwszy.
-Nie udawaj, wiem że nie dałeś mi domu przypadkowo! Szukałeś mnie, nie dajesz mi spokoju, już cię widziałam! Byłeś wśród tych demonów! Jak mogłam cię nie poznać, jestem taka głupia - ostanie słowa powiedziałam szeptem. Byłam wręcz przyklejona do ściany, byle dalej od niego.
-Masz rację, jesteś głupia, że ze mną tutaj przyszłaś, jesteś głupia, bo kolejny raz dałaś się nabrać urokowi tego świata! Zresztą, nie tylko w niego uwierzyłaś... - wyszedł trzaskając drzwiami.
Zsunęłam się po ścianie i upadłam na ziemię, płacząc, w co ja się wpakowałam.

Rozdział V

Nurtowało mnie co ma z tym wspólnego ten chłopak, jednak coś pozwoliło mi odbiec od tych przypuszczeń. Strasznie rozbolała mnie głowa, musiałam chwycić się pobliskiej latarni, aby nie upaść. Ktoś uderzył mnie cegłą, takie to było właśnie uczucie. Zapadła zupełna ciemność, moje oczy płonęły, nie czułam bólu, to raczej było przyjemne w połączeniu z tym okropnym bólem głowy. W uszach dźwięczały mi słowa innych "DZIWADŁO", coś musiało się dziać nie tylko w środku, ale też na zewnątrz. Powoli moja świadomość zanikała, a w mojej głowie pojawiały się znajome mi miejsca, min. ta sama jaskinia w której mieszka Elias, mieszkanie babci i miejsce mojego przebudzenia, między tym wszystkich pojawiała się sylwetka jakiegoś mężczyzny, wiedziałam że muszę uciekać. Obudziłam się z tego transu, w tej samej pozycji co wcześniej. Ktoś położył rękę na moim ramieniu, odwróciłam się i ku mojemu zdumieniu nie zobaczyłam nikogo, głowa nadal mi pękała z bóli i mogłam mieć halucynacje. Wyprostowałam się i właśnie zmierzałam do przydrożnej kafejki, aby się osuszyć. Byłam w samym centrum Allhex, miasto w którym mieszkam od urodzenia, zawsze było pełno targowisk. Teraz nie ma ani jednego, większość ludzi się wyprowadza, pod pretekstem, że ich dom został nawiedzony. Dotarłam do kafejki i usiadłam przy wolnym stoliku od okna, było tutaj zupełnie pusto, miałam okazję się ogrzać choć nie było tutaj zbyt ciepło. Ściany pomalowane na biało, bez obrazów, podłoga brudna i zamoknięta. Nic dziwnego, że nikt tutaj nie przychodził, co mi było na rękę, lubię samotność. Co do jednej rzeczy się myliłam, stolik naprzeciwko mnie był zajęty. Siedziała na nim kobieta, ubrana w schludną sukienkę, różowe kalosze i kapelusz leżący na jej zaplecionych długich warkoczach. Po czasie doszedł do niej jakiś chłopak o blond włosach i zabójczo zielonych oczach, ubrany cały na czarno, nie wyglądał jak by szedł na pogrzeb, bardzo mu czerń pasowała, dołączył do dziewczyny siedzącej obok. Spoglądali na siebie, po czym zaczęli się obściskiwać, zrobiło mi się dziwnie ciężko na żołądku, chciałam jak najszybciej stąd wyjść. Przeszkodził mi kelner.
-Co podać? - zapytał
-Ja właściwie, to przyszłam się tutaj nieco wysuszyć.
-Albo coś zamawiasz, albo wynocha! - krzyknął - To jak?
-Hmm, to ja może poproszę to kakao, jest ono może za darmo?
-Wynocha! Nie chcę cię już tutaj więcej widzieć!
Wstałam i ruszyłam do drzwi, nie widzieć czemu odwróciłam się i spojrzałam na stolik obok, oni też patrzyli na mnie, a szczególnie ten chłopak. W jego oczach było widać przerażenie, nie widzieć czemu odszedł on od stolika, przecisnął się obok mnie i wybiegł na dwór. Ja i ta dziewczyna byłyśmy zszokowane jego zachowaniem, wyszłam i podążyłam w tę samą stronę, co ten tajemniczy chłopak, deszcz zamienił się w zimną mżawkę.  Znów poczułam czyjąś rękę, tylko tym razem na swojej własnej.
-Pomogę ci. - powiedział i zaprowadził mnie do jakiejś willi na plaży. Byłam strasznie zmieszana i nawet na niego nie spojrzałam. Ufałam mu, nie wiedząc jak wygląda, to dziwne.

czwartek, 28 marca 2013

Rozdział IV

To było dziwne, czułam że latam. Nie mogłam wstać, ruszyć się, ani nic nawet mrugnąć. Szczęście, beztroskie życie, tak myślałam dopóki coś się nie wydarzyło, światło zanikało nastał mrok, pochłonął każdy promyk nadzieii, zaczęłam czuć coś zimnego, pod sobą, tym razem oczy miałam zamknięte, gdzie jestem. Było mi źle, nie tak jak wcześniej, czy w ogóle było jakieś wcześniej, tego nie wiem. Nic nie pamiętam, światło i ciemność. Otworzyłam oczy, to co widziałam było dziwne. Nie wiedziałam jak to nazwać, poznawałam kolory, dużo zielonego, w różnych odcieniach, coś mi świtało to był las! Tak to las, pełno drzew, mchu i wiosennych kwiatów. Skały różnej wielkości, przypominały miniaturowe góry, niesamowite! Jak tu pięknie, a to, ten śpiew to z pewnością ptaki, och jakie to śliczne. Drzewa mnie otaczały z każdej strony, nie było tu jeszcze ludzi, zaraz skąd ja wiem o ludziach, nigdy ich przecież nie widziałam, dziwne... . Jeszcze raz dokładnie obadałam miejsce mojego położenia, w porządku. Zwróciłam teraz uwagę na siebie, byłam ubrana w jakąś śliczną biało-granatową sukienkę przed kolano, dotknęłam moich włosów, zdziwiłam się, kiedy poczułam starannie wyczesane włosy, wreszcie popatrzyłam na buty, ku mojemu zdziwieniu nie było żadnych, tylko blade stopy. Jedna rzecz mnie niepokoiła, na mojej ręce widniała jakaś runa, albo tatuaż! Skąd taka skaza na mojej skórze! Przyjrzałam się bliżej, było tam coś napisane "Isabella" ciekawe, hmmm to chyba moje imię. Isabella, brzmi całkiem ładnie, ale jakoś czuję się z nim nieswojo, jakby nie jest moje. Ciekawe jak wygląda moja twarz, czy ja jestem ładna? A może, ze mnie skończona szkarada? W każdym razie poszłam przed siebie, chciałam jak najszybciej wyjść z tego lasu, bo coś tu nie tak. Nie myliłam się, kilka kroków dalej potknęłam się i odarłam kolano, krem poplamiła mi sukienkę i teraz nie wyglądałam tak atrakcyjnie jak wcześniej, trudno. Podniosłam się z ziemi i ruszyłam dalej, coraz więcej rzeczy poznawałam, przypominałam sobie też i inne, podobne do tych. Zgłodniałam, wiedziałam że to głód, tak jakbym go już wcześniej czuła, tak nie było, to coś nowego. Nagle strasznie się przestraszyłam, podskoczyłam i upadłam po raz kolejny na ziemię obdzierając sobie łokieć. Usłyszałam jakieś bruuuuueeuuu! To pewnie jakieś stwory, których jeszcze nie znam. Znów "bruuuuuuueeerrruu" kolejny raz się wystraszyłam i aż chwyciłam za brzuch, poczułam drżenie. Myślałam, że przewrócę się ze śmiechu, przecież mi burczy w brzuchu! Jak mogłam sobie tego nie przypomnieć, wybuchłam śmiechem. Reszta drogi minęła całkiem wesoło, ponieważ ciągle przypominałam sobie historię z brzuchem i nie raz chwytałam pobliskie drzewa, aby wyszeptać im co się stało. Łączyła mnie z nimi jakaś magiczna więź, czułam jak się ze mnie śmieją. Rośliny zaczęły powoli zanikać, a pojawiała się już kamienna dróżka, zobaczyłam coś, to budynek! Poznawałam go, ale nie mogłam sobie przypomnieć skąd. Pierwszy raz go widzę, tak mi się wydaje. Weszłam do środka a przeczucie kazało mi wejść na 3 piętro do mieszkania nr. 126, tak zrobiłam, oczekując zamkniętych drzwi, znów miałam rację. Te drzwi dało się jednak otworzyć, to co zobaczyłam w środku mnie zupełnie zbiło z tropu. W jakiś sposób to miejsce miało dla mnie sentyment, ale jaki? Wątpię że się teraz tego dowiem. Mieszkanie było zupełnie zmasakrowanie, dywan podarty, zabrudzony od atramentu, weszłam dalej drzwi wyrwane z zawiasów, szyby wybite. Kuchnia wyglądała jak po jakiejś wojnie, ściany podziurawione od jakiejś broni palnej, a garnki i jedzenie wraz z lodówką leżały na ziemi. Dotarłam do dwóch sypialni na pierwszy rzut oka wyglądały tak samo, w jednej i drugiej był bałagan, jednak ta z żółtą tapetą w kwiatki była mi bliższa. Nie weszłam do niej coś mi mówiło, że muszę to miejsce opuścić jak najszybciej. Zrobiłam to z płaczem, co stało się z osobami które tu mieszkały, zatrzymała mnie jeszcze jedna rzecz. Zdjęcie, na nim byłam ja, szybko zabrałam zdjęcie i wybiegłam z mieszkania, później z budynku.

***

W głowie miałam tylko pustkę, obrazy z tego domu wirowały mi po umyśle, kompletnie nie wiedziałam co myśleć. Czułam więź z tym miejscem, jakbym tam mieszkała, jeszcze to moje zdjęcie. Otworzyłam swoją dłoń i wyprostowałam zgniecioną kartkę. To z pewnością byłam ja, chyba w wieku 12 lat, tak mi się wydaje. Dlaczego nic nie pamiętam, chwile z dzieciństwa chcę wiedzieć gdzie jest moja rodzina, jeśli ją mam. Kto ze mną mieszkał, co się z tą osobą stało i jak wyglądało moje wcześniejsze życie. Zaczęłam płakać, a mój szloch roznosił się po jakimś znajomym placu z dala od bloku. Wiedziałam, że z tym miejscem są związane jakieś złe wspomnienia, ale co mi do tego, jeśli ich nie pamiętam. Rozchmurzało się, słońce świeciło na moją bladą twarz, uwielbiam słońce, jest śliczne. Daje życie i zatrzymuje czas, który prowadzi nas przez naszą długą wędrówkę donikąd. Szurałam butami o piasek, przypatrywałam się drobinkom złocistego piachu, gdy usłyszałam jak ktoś woła moje imię, coraz głośniej i głośniej. Nie bałam się, poczułam jak wiatr mierzwił moje włosy opadające na oczy, przede mną stała jakaś postać, znajoma. Przyjrzałam się jej, a raczej temu chłopakowi, twarz i jego wnętrze było mi dobrze znane, a imię szybko napłynęło do mojej głowy "Elias".
-Co ty tutaj robisz? - zdziwiona zapytałam.
-Nawiedzam cię - powiedział skruszony - czy to dziwne?
-Nieco, dlaczego przyszedłeś?
-Zawsze na końcu twojej odpowiedzi jest pytanie - mówiąc to, usiadł obok mnie - Jak mówiłem nawiedzam cię, bo jestem ci winien wyjaśnienia. Ty wiesz, że umarłaś prawda?
-Eeee, właśnie mnie uświadomiłeś.
-No więc, nie ma osoby, która zna cię lepiej ode mnie, wiesz dlaczego?
-A co, zjadłeś mnie? - zadrwiłam
-Teoretycznie raczej tak. Wracając do tego, nic nie pamiętasz, bo zaczęłaś nowe życie. Oczywiście pamiętasz oczywiste rzeczy i też coś ci zawsze świta, jednak nie wiesz z kim mieszkałaś i tego typu. 
-Nie przerywaj...
-Ok, mieszkałaś z 83-letnią babcią, twój brat i rodzice zginęli w wypadku w zeszłym roku. Twoje zeszłe imię to Marise, obecne to Isabella, będę mówił ci Izzy. Masz 16 lat, wciąż możesz wybrać datę bycia nieśmiertelną. Jesteś ładniejsza, masz płynniejszy głos i więcej gracji niż miałaś.
-Co masz na myśli mówiąc, że jestem ładniejsza? - zapytałam, bo nikt mi tego nie powiedział - I czy mogę wrócić do dawnego życia, wiedząc o tym?
-Masz dłuższe włosy, są bardziej czarne i gładkie, a twoja skóra bez skazy jest delikatna.
Pokazałam mu swoją rękę z tatuażem.
-No prawie bez skazy - poprawił się - Oczywiście, że możesz wrócić do dawnego życia. Będziesz chodzić do szkoły, dorastać aż będziesz dorosłą kobietą.
-Chyba chcę zostać na zawsze już nastolatką. Ale jak będę miała 18 lat, tak jak ty, albo 17 jeszcze nie wiem.
-Masz sporo czasu.
Gadaliśmy chyba ze 2 godziny, zapadał już mrok. Dowiedziałam się o sobie wszystkiego. Mój ulubiony kolor to granatowy i biały, jestem wegetarianką i nigdy nie miałam prawdziwego marzenia, oraz nigdy się nie zakochałam. Problemy w szkole i dowiedziałam się wreszcie co stało się na tym placu, a później w jaskini. Reszta mniej ważnych rzeczy dotyczyła wyników w nauce, które były zadziwiająco wysokie, moich przekrętów z kosmetykami mamy. Wybryki z dzieciństwa były najciekawsze, szczególnie jedna historia, kiedy z bratem uknuliśmy kawał dla rodziców na prima aprlis, a sami w niego wpadliśmy. Eli wiedział o mnie wszystko, dał mi moje wspomnienia z wakacji w Londynie na koloni i nie tylko. Byłam mu wdzięczna najbardziej za to że opowiedział mi o świecie magicznym.
-Jak ci kiedyś mówiłem to jest zły świat bajek. Ty jako jedyne stworzenie masz miłość do innych, pomagasz, tak jak tej staruszce. Reszta to potwory, tak jak ja.
-Nie jesteś potworem, pomagasz mi - powiedziałam
-Jestem ci to winien, al.... 
-Jesteś moim przyjacielem, to co było nie ma znaczenia. Słyszysz, przyjaciela poznaje się w biedzie.
-Ale gdy przyjaciel ci biedy na pyta, świat staje się niesprawiedliwy - wyrecytował dalszą część wierszyka, którego nikt oprócz nielicznych zna.
-Zawsze był, ale nie wińmy za to świat, on się może zmienić, tylko...
-Tylko czas... - dokończył za mnie - On jest POTWOREM !! -krzyknął tak głośno, że echo rozbrzmiewało po całym placu.
-Nie mów tak, każdy ma w sobie trochę dobra, nawet jeśli dostrzegamy tylko złe strony - powiedziałam skruszona.
-"Jeśli ktoś uwierzy w dobroć czasu, nie da ci spokoju. Jeśli zło będzie ci w głowie tak jak teraz będzie cię prowadził". To stare, ale ludzie po teraz w to wierzą, ma to podobno jakiś sentyment.
-Mam deve, myślę że już o tym wie. - głos mi się załamał
-Skąd wiesz co to jest deve? No tak, ty to po prostu już wiesz.
-Czy ty mi czasem nie mówiłeś, że czas ma ludzki odpowiednik?
-Tak, wszystko ma.
-No to to coś mnie teraz szuka - powiedziałam niespokojnie
-To niemożliwe, nikt jeszcze go nie widział, bo zawsze jest u boku swojej przyrodniej siostry, widząc go twoje minuty się skończyły, a zostały tylko sekundy.
-No więc zostały mi tylko sekundy. Wiesz myślę, że czas na ciebie. Jeszcze się spotkamy, musimy cię przecież ożywić - zaśmiałam się - chyba nie chcę, żeby mój przyjaciel był martwy.
-To się nie uda.
-Nie wierzysz we mnie - wstałam - jeszcze się spotkamy
Nie wiem dokąd zmierzam, ale idę przed siebie. Zapomniałam powiedzieć mu o tym mieszkaniu w bloku. Jestem bezdomna, a w pobliżu nie ma żadnego mostu, zawsze mogę wrócić. Nie zrobiłam tego, to coś nadal mnie szuka, wiem to z deve. To jest tak jakby przychodziło ci coś do głowy, jakaś myśl, wiesz że ona jest na pewno prawdą. Wiem i już. Muszę się ukryć ale nie wiem gdzie. Do głowy przyszło mi to miejsce gdzie się dzisiaj obudziłam, jednak jest zbyt ciemno aby go teraz szukać. Było bardzo zimno i się zachmurzyło, za parę minut pewnie lunie deszczem. Spać, nie zasnę na powietrzu, zbyt zimno. Wreszcie usiadłam w jakimś parku na ławce, była cała popisana markerami i ponacinana nożami, przeważnie to są czyjeś imiona. Zamyśliłam się i spoglądałam na drzewa naprzeciwko mojej ławki. Byłam prawie pewna, że obok jednego z nich leży ogromna psia kupa, co jeszcze dziwniejsze parę kroków dalej postawiony był na to specjalny zbiornik. Ci ludzie..., teraz mówiłam ci ludzie, a jeszcze parę dni temu byłam jednym z nich. Z tego marzenia o psiej kupie wyrwał mnie jakiś przelatujący obok cień, przypominał konia. Rozejrzałam się, żadnego konia, ani widać, ani słychać nie było, znów cień przeleciał, tym razem widziałam na nim człowieka. Postać i jej wierzchowiec nie pokazali się już więcej.

***

Tak jak przewidywałam nie mogłam zasnąć, słońce już wschodzi, nie czułam zmęczenia. Nadal miałam ubraną sukienkę, chodziłam bez butów, jednak włosy nie były już tak niesamowicie ułożone jak wcześniej. Koło mnie przechodziły kobiety na porannym spacerze z psami, przeważnie to były yorki i husky. Ich dziwaczne imiona jak Truskawek czy Lilitka, dodawały mi dobrego humoru, nie na długo. Sytuacja, w której się znajdowałam, była dość przykra. Bez pieniędzy, butów, kurtki, a zbliżały się bardzo zimne dni. O dziwo, coś mi mówiło, że ktoś mi to wszystko da. To tylko przedmiot, prawdziwym zmartwieniem dla mnie była moja przeszłość. Nigdy się nie zakochałam i po teraz nie miałam marzeń, czy jeszcze będę miała szansę założyć rodzinę w wieku 16 lat, przed nieśmiertelnością, nie chcę się zakochać na wieczność, wystarczy tylko kila minut, żeby poznać uczucie. Odkryłam moje marzenie, zakochać się. Tylko w kim, w tym chłopaku co mnie ostrzegał? Nie to niemożliwe, już nigdy go nie spotkam, albo w Eliasie? Hmmm, może kiedyś, jak na razie się tylko przyjaźnimy. Do tej pory na pewno już kogoś poznam, mam nadzieję. W tym momencie muszę znaleźć jakieś miejsce, powiedzmy zamieszkania. Musi być darmowe i ciepłe. Gdzie tu takie znaleźć jak bez pieniędzy jesteś nikim w tych czasach to nie nowość. Nawet nie zauważyłam jak zaczął padać deszcz. Zupełnie przemokłam do suchej nitki, zaczęłam się trząść z zimna, park opustoszał. Byłam samotna, mimo Eliasa, nadal czuję się samotnie. Wstałam, bo ileż można siedzieć w jednym miejscu, znów szłam przed siebie, w tej okolicy jeszcze się nie znajdowałam, to pierwszy raz i mam nadzieję ostatni. Obok mnie przechodzili sami pijani mężczyźni, śmiejąc się ze mnie, a najbardziej z braku butów. Wystarczyły tylko zwykłe klapki, albo jakieś używane sandały, wszystko tylko nie gołe stopy. Beznadziejność gościła w mojej głowie, wtedy zauważyłam, że ktoś się mi przygląda, to ten sam chłopak, który był pod blokiem, spojrzałam na niego, on odwrócił wzrok i wszedł do pobliskiej knajpy. On coś ma wspólnego z tym wszystkim, tylko co.

Rozdział III

Szliśmy tak już dość długo, ciągle schodziliśmy w dół, kiedy rzucił mnie na ziemię. W tym momencie nie czułam jego wcześniejszej delikatności, myślałam że to był ten sam chłopak, którego spotkałam pod blokiem. Myliłam się, ten był bardziej zadbany (jak na pożeracza, to chyba zbyt ładny), jednak to potwór. Miał mnie zabić, ja nie byłam przerażona, raczej zszokowana. Teraz rozpalał ognisko i mówił nie znanym mi językiem, chyba to był jakiś rytuał, zapalił świecę. Mogłam się rozejrzeć po pomieszczeniu. To chyba jakaś grota, ściany całe z nierównego kamienia, wisiały na nich zdjęcia różnych ludzi, było też i moje!
-Co robi tutaj moje zdjęcie? - wyszeptałam, on to niestety usłyszał i się brutalnie uśmiechnął
-No widzisz, jednak nie się nie zmarnujesz. - zaśmiał się
-Co masz na myśli? - zapytałam, ale on już wrócił to tego ognia i tej niby modlitwy, ja dalej badałam pomieszczenie. O dziwo, wszystko było czyste, nie znalazłam kości, tylko starannie zaścielane łóżko i jakiś stolik z półeczkami. Rzuciłam chłopakowi (jeszcze na pewno nie był dorosły) pytające spojrzenie, nie czekałam długo na odpowiedź.
-Czyli, uważasz że jak jestem potworem, wysysam dusze z ludzi to nie mogę spać i utrzymywać porządku? Wychowana wśród ludzi, wy zawsze macie inne pojęcie o potworach. - to ostanie zdanie wypowiedział patrząc się prosto w moje oczy. Trochę mnie to onieśmieliło, ale nie odwróciłam wzroku. Chciałam jak najlepiej wykorzystać te rozmowę i zaczęłam się dopytywać.
-Dlaczego wisi tutaj moje zdjęcie, jak mnie masz zamiar zjeść, może najpierw mi powiesz?
-Nie wiem, czy mi watro, jak i tak masz być zjedzona - zaśmiał się po raz kolejny, denerwowało mnie to i przypomniało o ostatniej rozmowie z nieznajomym. Kiedy o tym myślę, zrobiło mi się go żal.
-Szkoda chłopaka. - powiedział - Umiem czytać ofiarom w myślach, a szczególnie w tych przykrych, hah nie wyglądasz na zdziwioną.
-Bo nie jestem, spodziewałam się tego, że potrafisz więcej niż mi się wydaje. - powiedziałam to w tak spokojny sposób, jakbym rozmawiała z babcią przez telefon.
-Hmmm, spytałaś się mnie co robi tutaj twoje zdjęcie. No więc zrobiłem je w dzień twojego spotkania z trytonami, tak nazywają się te stwory. Te zdjęcia są tak jakby moim menu, osoby, które są inne a o tym nie wiedzą, ja je zjem, proste?
-Dziwaczne, wypuścisz mnie?- zapytałam
-Chyba żartujesz?! - krzyknął - Szukałem kokoś takiego przez wiele lat, a ty się pytasz czy cię wypuszczę! Jestem głodny, dawno nie jadłem duszy magicznej osoby. - zachował swój normalny ton.
-Masz jakieś 18 lat, ja jestem magiczna?
-Tak jesteś, a ja mam jakieś 381 lat! Ja żyję wieczne, podobnie jak ty! Tylko wy sobie wybieracie  wiek, w którym chcecie zostać nieśmiertelni, my nie. To nas zaskakuje, moją mamę wzięło jak miała 78 lat, za to mojego dziadka jak miał 5 lat. To dziwne, ja mam najlepiej.
-Kim ja jestem, jakim potworem?! Czy ja zabijam? - to mnie nurtowało.
-Nie zabijasz ludzi, bo jesteś medium. Ostatnia na całym świecie, to nie przechodzi na pokolenia, jest bardzo rzadkie. Przewidujesz przyszłość, ale możesz ją w każdej chwili zmienić. Jak wolisz, to zależy już tylko od ciebie.
-Czyli jak wiem, że moja babcia umrze, mogę zrobić tak żeby żyła?
-Wszystko, tylko nie czas. Nie zadzieraj z czasem, bo to jest najgroźniejsze. Czas też ma swój ludzki odpowiednik. Nikt go nie spotkał.
-Nie będę miała okazji. - wyszeptałam
-Twoje życie nie kończy się na ziemi, zmartwychwstaniesz a ja po prostu zginę. Logiczne.
-Nie, zostaw mnie, a ja zostawię ciebie. Po co mnie zabijać, jeśli ty zginiesz to nie ma sensu. Chcę wiedzieć coś jeszcze, o tym świecie z magią?
-Pytasz się mnie jak dziecko, które zgubiło zabawkę. - zadrwił
-Ty nie wiesz jak to jest nie wiedzieć! Całe życie, byłam tylko człowiekiem! A ty żyłeś w tym magicznym czymś, wiedziałeś o jednorożcach, wróżkach...
-HAHAHAHAHAHA, nie istnieją wróżki, tylko czarownice, a jednorożce to bezgłowi jeźdźce! To jest zły magiczny świat, nie ten z bajek dla dzieci. Zrozum, wszyscy chcą być ludźmi, tylko oczywiście nie ty. - powiedział.
-Jak masz na imię?
-Co taka nagła zmiana tematu, jestem Elias. Pożeracz, miło mi.
-Tak z pewnością... - zaśmiałam się, zupełnie zapomniałam że jestem w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
-Koniec tego gadania - chwycił mnie i podniósł, zbliżył się do ognia i już miał mnie rzucić, kiedy...
-Zaczekaj! - krzyknęłam - Powiedz mi jedno, jak zabierzesz moją duszę, jeśli mnie spalisz?
-Sama wyleci w postaci dymu i będzie zmierzać w moją stronę, ty i tak będziesz żyć, takich nie da sie zabić.
-To dlaczego jestem ostania? - zapytałam
-Możecie zginąć jeśli sami przyczynicie się do własnej śmierci.
Rzucił mnie w płomienie, czułam jak coś mnie strasznie swędzi a potem poczułam ból. Jakby ktoś obdzierał mnie ze skóry, wbijał nóż, dziurawiąc serce. Dusza, zobaczyłam duszę, czułam jak ze mnie ulatuje. Ciemność.