Budzę się w ... szpitalu. Wszystkie moje rany są zabandarzowane, ale i pewnie też zszyte. Nie mogę nawet zmarszczyć nosa. Jest mi niewygodnie i nawet nie chcę sobie przypomnieć poprzedniej nocy, choć na pewno nigdy nie zapomnę. Ciekawa jestem tylko kto zostawił po sobie ślady na mim ciele.
Za drzwiami słyszę protestujący głos, czyżby ktoś chce mnie odwiedzić? Ale, kto?
-Jest w bardzo złym stanie, odwiedziny są zakazane. Bez wyjątków. - ostry kobiecy głos przemawiał do osoby, która chciała mnie odwiedzić.
-Rozumiem - powiedział, znajomy mo głos - W takim razie, czy mogę poczekać przed drzwiami? - zapytał, teraz już nie mam wątpliwości Silvere.
Nie nie możesz, nie masz prawa mnie odwiedzać. Ja nie chcę na ciebie patrzeć! Odejdź! Odejdź!
-W czym problem? - zapytał inny mężczyzna.
-Chciałbym wejść do sali, aby odwiedzić Isabelle Norttem. Niestety ta piękna kobieta nie pozwala mi na to.
-Muszę cię poinformować.....
Zasnęłam i pozwoliłam raną się zagoić. Mam wrażenie, że to się skończyło, a ktokolwiek mnie tutaj przyprowadził chce mi pomuc. Muszę wiedzieć kto.
Wczesyn rankiem obudziłam się, lecz wciąż mam wrażenie, że jestem w stanie przespać ze 100 lat. Jednak do otrzeźwienia umysłu potrzeba jedynie siedzącego przy moim łóżku Silvere, wpatrującego się w moje oczy. Próbuję unieść głowę, ale nagle poczułam dziwne ukłucie, więc z krzywą miną wróciłam do poprzedniej pozycji.
-Wszystko dobrze? - zapytał zmartwiony widząc moją minę
-Nigdy nie będzie dobrze, nie wystarczająco.... - zaczynam kaszleć, a z ust poleciała mi krew.
Wziął leżącą na zielonej metalowej szafce bawełnianą chustkę i wytarł mi twarz,to nawet miłe z jego strony. Ale i tak go nienawidzę, ośmieszył mnie przed tyloma ludźmi. Już podniosłam rękę, żeby zadzwonić po pielęgniarkę, jednak Silvere mnie ubiegł i odłączył telefon z prądu.
-Czemu? - wyszeptałam
-Nie mogę tu wejść, nikt nie może. Jak mnie tu zauważą, to już nie wpuszczą.
Po co? Nie chcę cię tu! To chcę mu powiedzieć, ale gdy tylko otworzyłam usta...
-Nic nie mów, wiem, że mnie nienawidzisz i pewnie wolałabyś, żeby siedział tu z tobą Elias albo Jo. Musisz jednak zrozmumieć i spojrzeć prawdzie w oczy, że to ja cię uratowałem. To ja cię tu przyprowadziłem, nie ukrywam cię w jakimś starym motelu i nie próbuję opatrzyć ci ran, mimo że gówno o tym wiem. I to ja tu z tobą siedzę, nie oni, ja.
-Popełniłeś błąd - wyszeptałam, strasznie bolały mnie płuca od ciągłego bicia, chcę aby wreszcie ktoś się tu pojawił - Od miesięcy próbuję się zabić.
Nie potrafię spojrzeć mu w oczy, jest mi po części wstyd.
-Co? - pyta gwałtownie patrząc się w stronę drzwi, boi się pielęgniarek, nie chce stąd wyraźnie wychodzić. Chce być ze mną. - Nawet nie wiesz, jak bardzo się narażasz. Po śmierci nie zaznasz spokoju, czeka cię jeszcze większy ból niż przeżyłaś wczoraj.
Przełkłam slinę, boję się. Tak bardzo, że zaczynam płakać. Łzy spływają mi po policzkach, a ja ukrywam twarz w dłoniach. Nie chcę żyć, ile jeszcze się trafi takich osób, które będą mnie bić, katować. Nie zdają sobie sprawy, iż mam blokadę w umyśle i nie panuję nad swoimi myślami, ani czynami, jestem jak maszyna do zabijania.
-Nie mam po co żyć, nie chcę nieśmiertelności, myśląc o tych samotnie spędzonych godzinach w jakimś zamku w zamian za okrucieństwa jest mi niedobrze. Muszę krzywdzić ludzi, zadawać im ból, ja-ja nie dam rady - mówie przez łzy - Wolę spędzić wieczność w bólu, niż skrzywdzić jakąkolwiek żyjącą istotę. Zastanawiam się po co mi ten "dar", skoro tajemnica tkwi w czymś zupełnie innym.
Podnoszę wzrok, Silvere siedzi tuż obok mnie, a w jego oczach widzę wahanie.
-Nie jesteś zupełnie sama, zawsze możesz mieć przy sobie popapranego dupka, który zepsuje każdą chwilę twojego życia - widząc mój pytający wzrok, dodaje - mogę czytać w myślach. To jak? Dobrze wiesz, że to ci wszystko ułatwi.
-Ostrzegano mnie, właśnie przed tym. Każdy chce być moim przyjacielem...
-Wiem, ja nie muszę znać sekretu, bo mi na nim niezależy. Ja już swoje wygrałem - kładzie swoją dłoń na mojej, to miłe - i zrobię wszystko, żebyś już nigdy nie doświadczyła żadnego bólu. Abyś wygrała nieśmiertelność...
-Nigdy, nigdy nikogo nie zabiję - łza kapła mi na prześcieradło - nigdy- wyszeptałam.
-Nie bój się - zaciska swoją dłoń na mojej, czuję jego siłę i determinację - Obiecuję, wyjdziesz z tego.
poniedziałek, 15 lipca 2013
czwartek, 11 lipca 2013
Rozdział XII -Ból
Ta noc była dziwna. Cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie
obserwuje, mimo iż jestem tu tylko ja. Rana na ręce, zamieniła się w gruby
strup i nadal śmierdziała krwią. Co ja bym dała za kawałek plastra i nawet
kroplę propolisu (uzyskuje się go od pszczół, działa podobnie jak woda
utleniona, babcia zawsze miała tego pełny zapas). Kamień, na którym leżałam
zaczynał się powoli wrzynać mi w tyłek, więc nici z drzemki.
Po głowie wciąż chodził mi obraz uciekających ludzi. Presja
jaką czułam, stała się nie do wytrzymania. Poczucie winy dobijało mnie tak, że
po raz kolejny miałam myśli samobójcze. Postanowiłam wyjść z groty, zanim się
zorientowałam, iż nie mam pojęcia jak tu trafiłam i gdzie jest wyjście.
Za ścianą usłyszała ruch, więc zabrałam zakrwawiony nóż z podłogi.
Rękojeść wysadzana diamentami była bardzo wygodna, więc porywacz z pewnością
jest dobrze wyszkolony i potrafi się obsługiwać wieloma mieczami na raz. Były
one niezwykłe, ostrza miały wykrzywione podobnie jak hak, zrobione ze srebra z
wysadzaną diamentami rękojeścią. Mam wrażenie, że kiedyś widziałam podobny.
Napastnik zbliżał się do mnie, zaczynałam się bać. Całe moje
ciało było mokre od potu, skryłam się za dużą skałą i wyciągnęłam przed siebie
nóż w razie kiedy będę musiała interweniować. Uniemożliwię mu dalsze poruszanie się....zabiję Poczułam się okropnie, jak mogłam o czymś takim choć pomyśleć. Nie powinno mnie
tu być.
Jestem potworem…
Jestem potworem…
Jestem potworem….
Jestem potw.....
Przez przypadek ostrze wypadło mi z rąk i narobiło niezłego hałasu. Ktoś w tym momencie wpadł do podziemnego "pomieszczenia", w któym się znajdowałam. Ciężko oddychał, więc domyślam się, że to mężczyzna.
-Co do..... - urwał - Cholera! Gdzie ty jesteś?! - szepnął - Wiem, że gdzieś tutaj - podnisł głos - I tak cię znajdę, a wtedy będę cię torturował puki nie zdradzisz mi swojego hm, sekretu...
Ręce zaczęły mi się trząść, on chce mnie zabić. Delikatnie próbowałam podnieść nóż z kamiennej podłogi, niestety bez skutku. Rana zaczęła mnie piec, znów krwawić, ledwo powstrzymałam się od syku. Oparłam się o kamień i tego mocno pożałowałam bo z moich ust wydarł się krzyk. Kamień był na tyle ostry, że przebił mi rękę. Płakałam z bezsilności, ból rozrywał mnie od środka.
Mężczyzna podbiegł za kamień i wyciągnął swoj nóż, raniąc moją nogę. Czułam się jak śmieć, każdy mógł mi zrobić krzywdę, zabić mnie. Najgorsze jest to, iż uważałam, że to mi się należy. Wszystko mnie piekło, powoli się wykrwawiałam, on nadal mnie ranił, krzycząc:
-Teraz musisz już coś powiedzieć, inaczej zrobię to znów - i faktycznie, znów ciął mi skótę, a wokół plama krwi się powiększała.
-Nie - mówiłam przez łzy - Przestań, proszę....-krzyk
Trwało to długi czas, kiedy moje ciało zaczęło się poddawać. Pragnęłam śmierci, chciałam się nigdy nie narodzić. To wszystko, to pragnienie władzy. Ja tego nie chcę, wolę umrzeć niż ranić ludzi..
Zabij mne, proszę to moje jedyne życzenie.
Krzyk, być może mój. Nie, zaraz poczułabym, to ktoś inny. To ten mężczyzna, ktoś go zabija. Dlaczego..on mógł się mnie wreszcie pozbyć. Ktoś bierze mnie na ręce, a ja wyczuwam znajomy zapach i zastanawiam się, ile jeszcze będę musiała przeżyć, aby zginąć...
środa, 3 lipca 2013
Rozdział XI - Dlaczego...
Trudno opisać jak się teraz czuję. To co się tam stało, albo to co ma się stać zmieniło mnie zupełnie. Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę mam w sobie siłę, nie fizyczną, lecz mentalną. Czyny, których dokonałam, wpływały na życie, moje. Każde zerwanie jesiennego liścia, oddech, zmienia historię. Muszę, muszę zmienić wszystko. Zatrzymać nie jedno serce, zniszczyć nie jedną miłość. Zamknąć wszystko co dobre. Ale najgorsze, to klątwa, związała moje ciało, umysł. Zabić, każdego kto mnie powstrzyma.
Żadnych przyjaciół, uczuć, rodziny, liczy się tylko zadanie i cel - Ona.
Nikt nie dowie się co tak naprawdę tam zaszło, sama nawet nie wiem. Związana, przymuszona, zaczynam bitwę o ludzi.
***
Przechodząc przez bramę miasta Rosselwood miałam wrażenie, że cofam się do czasów dzieciństwa. Wokół było pełno wiśni, huśtawek i skaczących dzieci. Aż przykro patrzeć na coś co trzeba zniszczyć, bowiem częścią zadania jest zrównanie tego miejsca z ziemią. Oczywiście, nie myślcie o mnie źle, zanim to zrobię ewakułuję każdego przyzwoitego mieszkańa, poza jednym. Celem jest obecnie ukrywający się potomek Księcia Emanuela, mający możliwość odczytania Czerwonej Księgi. Musi rzecz jasna zginąć, bo tylko jedna osoba może ją odczytać, niestety nie wiem kto. Tak więc, wchodząc po schodach na zachodnią wieżę kościoła, aby zadzwonić Dzwonem Wolności i ogłosić alarm. To jednak nie jest takie proste, alarmując miasto, mężczyzna również ucieknie i z spustoszenia będzie nici. Z zimną krwią i zbyt dużą pewnością siebie wypowiadam następujące słowa:
"Moc ducha wołam,
Przywołaj swe armie,
zgładź to miejsce
ogniem piekelnym"
W tym momencie, wypowiadając re słowa uświadomiłam sobie, że to nie Ja. Czuję się ograniczona, jakby ktoś manipulował mną jak marionetką. Przed oczami miałam uciekające matki z dziećmi, krzyk dorosłych mężczyzn i palące się domy. Zrobiłam najgorszą rzecz, niegodną człowieka, którym nie jestem. Potwór, nizasługujący na życie, to moje prawdziwe oblicze.
Obok katedry mieściła się zabytkowa studnia z niewielkim otworem, zabezbieczonym przed dziećmi. Można "wejść" do środka tylko z góry.
Tylko Moja Śmierć powstrzyma czas zagłady, jaki jest moim zadaniem. Nie mogę pozwolić sobie i osobą mną manipulującym na jakiekolwiek zagrożenie, muszę zginąć.
Stanęłam na progu okiennicy wieży, chciałam się rzucić na studnię, aby nabić się na drewniany kołek. Już miałam to zrobić, odliczałam...
Raz....
Dwa...
Trzy...
Odepchnęłam się od ściany i poleciałam w dół. Jednak nie skończyłam tak jak chciałam, ktoś mi na to nie pozwolił. Z pewnością nigdy nie dowiem się kto za tym stoi, bo w tym momecie rozbolała mnie głowa, zaczęły piec oczy i dostałam drgawek. KOLEJNA WIZJA.
Wokół otaczały mnie białe drzewa i cztery ścieżki, które się krzyżowały. Północną podążała kobieta, a na jej końcu ktoś stał. Wyciągła nóż i przebiła postaci serce. Pod jej nogami była kałuża krwi, odsłoniła kaptur i miała się odwrócić, ale....
Obudziłam się w starej jaskinii, oprócz mnie nikogo nie było, widocznie ktoś musiał mnie tutaj przynieść. Chwilę mogłam się zastanawiać kto, lecz uświadomiłam sobie, że w ręku trzymam nóż i pprzystawiam go sobie do brzucha. To znak, ścisnęłam mocniej rękojeść i rozciełam sobie rękę. Poczułam piękoący ból, zakrwawiona zasnęłam.
"Moc ducha wołam,
Przywołaj swe armie,
zgładź to miejsce
ogniem piekelnym"
W tym momencie, wypowiadając re słowa uświadomiłam sobie, że to nie Ja. Czuję się ograniczona, jakby ktoś manipulował mną jak marionetką. Przed oczami miałam uciekające matki z dziećmi, krzyk dorosłych mężczyzn i palące się domy. Zrobiłam najgorszą rzecz, niegodną człowieka, którym nie jestem. Potwór, nizasługujący na życie, to moje prawdziwe oblicze.
Obok katedry mieściła się zabytkowa studnia z niewielkim otworem, zabezbieczonym przed dziećmi. Można "wejść" do środka tylko z góry.
Tylko Moja Śmierć powstrzyma czas zagłady, jaki jest moim zadaniem. Nie mogę pozwolić sobie i osobą mną manipulującym na jakiekolwiek zagrożenie, muszę zginąć.
Stanęłam na progu okiennicy wieży, chciałam się rzucić na studnię, aby nabić się na drewniany kołek. Już miałam to zrobić, odliczałam...
Raz....
Dwa...
Trzy...
Odepchnęłam się od ściany i poleciałam w dół. Jednak nie skończyłam tak jak chciałam, ktoś mi na to nie pozwolił. Z pewnością nigdy nie dowiem się kto za tym stoi, bo w tym momecie rozbolała mnie głowa, zaczęły piec oczy i dostałam drgawek. KOLEJNA WIZJA.
Wokół otaczały mnie białe drzewa i cztery ścieżki, które się krzyżowały. Północną podążała kobieta, a na jej końcu ktoś stał. Wyciągła nóż i przebiła postaci serce. Pod jej nogami była kałuża krwi, odsłoniła kaptur i miała się odwrócić, ale....
Obudziłam się w starej jaskinii, oprócz mnie nikogo nie było, widocznie ktoś musiał mnie tutaj przynieść. Chwilę mogłam się zastanawiać kto, lecz uświadomiłam sobie, że w ręku trzymam nóż i pprzystawiam go sobie do brzucha. To znak, ścisnęłam mocniej rękojeść i rozciełam sobie rękę. Poczułam piękoący ból, zakrwawiona zasnęłam.
sobota, 22 czerwca 2013
Rozdział X - Śmierć
Prowadził mnie teraz do złotych drzwi, przed nimi stał brązowy pegaz z kluczem. W momencie, gdy podeszłam do drzwi i magiczny koń włożył klucz do zamka, przeniosłam się w o wiele mroczniejsze strony. Każdy normalny od razu określił by to pomieszczenie jako ciemne, ja jednak wchodząc tu przypomniałam sobie najmroczniejsze momenty mojego życia. Między innymi, wiadomość o śmierci rodziców, brata, zaginięcie babci. Znajdowałam się teraz w sali balowej zamku, na środku stały 3 trony, na najwyższym siedziała kobieta w czerwonej pelerynie, na drugim siedział chłopak bawiący się ostrzem, najniższy stał pusty, jakby na kogoś czekał.
-Witaj Isabelle Norttem - powiedział chłopak z francuskim akcentem - Oto progi naszego zamku, mamy nadzieję, że ci się spodoba. Ja jestem Silvere Melahburn, my się już znamy czyż nie?
-Nie przypominam sobie - grzebałam w swoich myślach, ale w żadnej nie było złotowłosego chłopaka z irytującym uśmieszkiem.
-Ach jaka to szkoda, ale na szczęście ja pamiętam. Jeśli chcesz przypomnę ci.
-Hmmm, nie wyrażam takiej ochoty.
-Dobrze więc, pierwszy raz spotkaliśmy się pod jakąś ruderą, nie pamiętasz? W twoim śnie, widziałaś mnie wtedy jako dziecko, spoglądałaś na mnie tymi swoimi dużymi zielonymi oczami spod poplątanych włosów i prosiłaś mnie abym cię zabrał ze sobą, miałaś wtedy 6 lat. - wstał z krzesła i podszedł do mnie, cofnęłam się o dwa kroki - Drugi, był podczas twoich 11 urodzin, stawałaś się wtedy bardziej kapryśna i poprosiłaś, żeby twoja matka zaprosiła swojego, hmm wcześniej nazwałaś mnie przyjacielem, ale dla niej byłem kimś więcej. Cieszyła się, że możesz mnie zaakceptować. A teraz widzimy się po raz kolejny, muszę ci powiedzieć, że wyładniałaś.
-Cały czas brałeś aktywny udział w moim życiu, tak?
-Nazwałbym to raczej wtrąceniem z polecenia, ale jak sobie chcesz.
-To dlaczego nic nie pamiętam, co zrobiłeś, że sobie nie potrafię przypomnieć. W jedenaste urodziny przecież byłam w cyrku z bratem.
Stał jak słup soli, bał sie nawet zaczerpnąć powietrza, moją uwagę przykuła postać w czerwonej pelerynie, tym razem ona wstała i podeszła Silvere i mnie. Wyciągła nóż z jego dłoni i poderżneła mu gardło. Cała marmurowa posadzka była w krwi. Z moich ust wydobył się krzyk.
-Chodź za mną - powiedziała kobieta.
Szłyśmy bardzo długo, ciasne korytarze z zdjęciami paryskich ulic nie pasowały do reszty wnętrza. Podłoga zrobiona z ciemnynych kamieni i ściany pomalowane czarną farbą wogóle nie kontrastowały z obrazkami.
Na końcu dziwnego korytarza były drzwi, otworzyła je i zaprosiła mnie, abym poszła dalej. Zaproponawała mi fotel i usiadłyśmy.
-Jesteś niespokojna. - stwierdziła.
-No.
-No weź, opowiedz mi coś o sobie, coś czego nie jestem pewna, czego nie wiem.
-Chodzi ci o mój sposób bycia?
Zaśmiała się - Może być.
-Naprawdę? Raczej nie uważam tego za zbyt interesujące...
Przerwała mi - Oj wierz mi bardzo, jak dołączysz do nas też ludzkie życie będzie cię intrygować.
-A mam?
-Jeśli wypełnisz zadanie, dostaniesz miejsce u mego boku, jako Anioł Ciemoności.
-Wolę zostać.. - widząc jej minę spoza kaptura dodałam - To co to za zadanie?
-W swoim czasie, najpierw powiedz mi czy to bardzo boli? Jak bardzo cierpisz....samotnością. Słyszałam, że masz adoratora. Elias, znam go. Obdarowałam go darem walki, kiedyś też był moim przyjacielem, lecz kiedy dowiedział się czym jestem przestał się mną ineteresować. No wiesz, kiedy widzi, że wokół niego jest zbyt durzo zamieszania, ucieka. Cały El, gdy dowiedział się o twoim wypadku nie ma go już w okolicy...
-Nieprawda!Pewnie sie martwi. - sama siebie oszukuję.
-Tak? A to niby czemu jest tak blisko a jeszcze cię nie odwiedził?
-Jest tutaj?!
-No jasne, gdzieś musi być.
***
Wchodziłam przez szklane drzwi do sali balowej, ubrana w czerwoną długą suknię, ciągnącą się po podłodze i czarne pantofle, które znalazłam w gabinecie wraz z liściekem (długa historia). Mój pierwszy bal.
W okół było pełno tańczących par, inne dziewczyny miały równie piękne suknie co ja, lecz jedna się wyróżnaiała. Miała ją partnerka Silvere, zamiast czerwonych sukien, które wyraźnie są obowiązkowe, założyła najpiękniejszą fioletową suknię jaką kiedykolwiek widziałam. Mocno upięta w pasie i "rozłożysta" w biodrach. Trudno sobie taką wyobrazić, więc lepiej zobaczyć.
Przed oczami mignęła mi jakaś postać, ubrana w schludny biały garnitur, Elias.Chciałam go zawołać, ale był już za daleko i tańczył za jakąś ładną dziewczyną.
Po zakończonej piosence wszyscy usiedli do swoich stolików, każdy miał parę u boku, tylko nie ja. Także usiadłam w pustym stoliku. Kelner podał mi wodę i słuchając muzyki obserwowałam El bawiącego się ze swoją partnerką.
Do sali nagle wszedł Joel ze swoją siostrą u boku, szczerze gdyby nie to, że jest jego siostrą, to byliby ładną parą. Puścił mi oczko i zajął stolik obok Silvere.
Powróciwszy na parkiet, obserwowałam jak z gracją poruszali się ludzie. Gdy ktoś podszedł do mnie spuściłam wzrok, tylko nie to!
-Zatańczysz - zapytał Silvere, nic nie odpowiedziałam - No chodź, chyba nie będziesz cały wieczór tutaj siedzieć.
-Właściwie to mam - mruknęłam
-Świat się nie zawali jeśli ze mną zatańczysz, hm? To jak będzie?
-Nic nie będzie, nie umiem tańczyć - zawstydziłam się i wyszedł mi rumieniec na policzki.
-Dobra - wziął mnie na ręce i z zaskoczenia wydałam pisknięcie - Naczuczę cię -szepnoł mi do ucha.
Postawił mnie i ułożył moje stopy na swoich i tańczyliśmy! Naprawdę tańczyłam i to jakiegoś walca, czy coś w tym rodzaju. Uśmiechłam się do niego, mój pierwszy normalny taniec, z nienormalną osobą (w mojej głowie brzmiało to lepiej).
-Nie sądziłam, że to takie łatwe - szepnełam do niego.
Zaśmiał się - Bo nie jest, spróbój sama - zdjął moje nogi ze swoich - No tańcz
Czy to co wyprawiałam było tańcem, deptałam no każdym kto mi się nawinął, wymachiwałam rękami, a w tle słychać było śmiechy i drwiące szepty, każdy się ze mnie śmiał, nawet Elias, Silvere.
-Zrobiłeś to specjalnie - powiedziałam i pobiegłam z łzami w oczch do wyścia.
Czułam się okropnie, drwił tam ze mnie każdy, coraz głośniej i głośniej. Sądziłam, że wypadłam na dwór, lecz tam tylko było tak zimno. Przed oczmi miałam, Śmierć.
Przed oczami mignęła mi jakaś postać, ubrana w schludny biały garnitur, Elias.Chciałam go zawołać, ale był już za daleko i tańczył za jakąś ładną dziewczyną.
Po zakończonej piosence wszyscy usiedli do swoich stolików, każdy miał parę u boku, tylko nie ja. Także usiadłam w pustym stoliku. Kelner podał mi wodę i słuchając muzyki obserwowałam El bawiącego się ze swoją partnerką.
Do sali nagle wszedł Joel ze swoją siostrą u boku, szczerze gdyby nie to, że jest jego siostrą, to byliby ładną parą. Puścił mi oczko i zajął stolik obok Silvere.
Powróciwszy na parkiet, obserwowałam jak z gracją poruszali się ludzie. Gdy ktoś podszedł do mnie spuściłam wzrok, tylko nie to!
-Zatańczysz - zapytał Silvere, nic nie odpowiedziałam - No chodź, chyba nie będziesz cały wieczór tutaj siedzieć.
-Właściwie to mam - mruknęłam
-Świat się nie zawali jeśli ze mną zatańczysz, hm? To jak będzie?
-Nic nie będzie, nie umiem tańczyć - zawstydziłam się i wyszedł mi rumieniec na policzki.
-Dobra - wziął mnie na ręce i z zaskoczenia wydałam pisknięcie - Naczuczę cię -szepnoł mi do ucha.
Postawił mnie i ułożył moje stopy na swoich i tańczyliśmy! Naprawdę tańczyłam i to jakiegoś walca, czy coś w tym rodzaju. Uśmiechłam się do niego, mój pierwszy normalny taniec, z nienormalną osobą (w mojej głowie brzmiało to lepiej).
-Nie sądziłam, że to takie łatwe - szepnełam do niego.
Zaśmiał się - Bo nie jest, spróbój sama - zdjął moje nogi ze swoich - No tańcz
Czy to co wyprawiałam było tańcem, deptałam no każdym kto mi się nawinął, wymachiwałam rękami, a w tle słychać było śmiechy i drwiące szepty, każdy się ze mnie śmiał, nawet Elias, Silvere.
-Zrobiłeś to specjalnie - powiedziałam i pobiegłam z łzami w oczch do wyścia.
Czułam się okropnie, drwił tam ze mnie każdy, coraz głośniej i głośniej. Sądziłam, że wypadłam na dwór, lecz tam tylko było tak zimno. Przed oczmi miałam, Śmierć.
niedziela, 16 czerwca 2013
Rozdział IX - Inny Wymiar
Przede mną stała blada postać, ubrana w białą szatę z kruczoczarnymi włosami. Nie byłam w stanie zidentyfikować płci przez otaczające mnie śwaitło. Wtedy postać przemówiła.
-Znów się sptotykamy - usłyszałam męski głos - Lecz tym razem pozwoliłem ci mnie spotkać. Pozwól, że odpowiem na kilka twoich pytań. Z pewnością chcesz wiedzieć kim jestem, no więc ja to Czas, tak ten który cię "szuka", choć nigdy nie zgubił.
-Gdzie ja jestem? - zapytałam skruszona
-W moim wymiarze, musiałem spowodować twoją śmierć, abyś mogła tu być. Nie bój się wrócisz do swojego nudnego życia jak tylko załatwię kilka spraw. Więc zacznijmy od kwestii pytań.
-Mam tylko jedno...dlaczego jestem medium?
-Spodziewałem się wszystiego, ale nie tego, bo widzisz tutaj nie mam nad ludźmi władzy, dlatego też ich tu nie wpuszczam...
-Dobra, nie musisz się mi spowiadać - rzuciłam
-Myślisz, że obchodzi mnie twoja opinia?
-Widocznie tak, jeśli tu jestem - Booże, jaka ja jestem arogancka...
-Jesteś medium - zmienił temat - bo ja tak chciałem. Widzisz, moja siostra obdarzyłam nie darem, który pozwala mi zmnieniać ludzi, którymi już nie są. W zamian za przysługę, muszę, a raczej ty musisz spełnić jedno trudne zadanie. Nie mam pojęcia na czym ono polega, zdradza je ona tylko wykonawcy.
-Więc dlaczego ja?
-Tym razem to ona cię wybrała. Uznała, że dobrze będzie mieć przy sobie dziewczynę, która nie ma czym się przejmować, bo nic nie ma. Ustalono to w dniu twoich narodzin, całę twoje życie, jeśli chcesz...
-Nie - zaprotestowałam - Czyli wiecie wszytstko co się ze mną stanie, co się stało.
-Tak i nie, bo medium to najpotężniejsza istota w całym Shadoww, naszym świecie. Tylko tej rasy nie można kontorlować, stopniowanie przemiany zależy od ciebie, jeśli będziesz chciała mieć wizję to ją masz, jeśli chcesz poznać historię ludzi lub przewidzieć co się stanie to to zrobisz. Początki są najgorsze, ból, narastająca enegria itd. Nie da się ciebie zabić, bo nie chcesz umierać, dlatego tylko zginiesz popełniając samobójstwo, bo...
-Ja tego chcę - dodałam
-Właśnie, życie twoje, innych, szczególnie to jak się potoczy zależy od ciebie. Ona tylko je zabiera, a ja mam w tym mały wkład, No wiesz, mogę zmienić bieg historii bardziej efektownie niż ty i inne, ale najgorsze, że stworzyłem coś, silnejszego od śmierci.
-Tym czymś jestem ja - wyszeptałam - Ile nas jest?
-Troje, oprócz ciebie, było troje. Miesiąc temu kobieta w średnim wieku nie wykonała zadania i zginęła. Po prostu nie dała rady. Jest jeszcze chłopak, ma 13 lat, na razie czekam na odpowiedni moment, aby jego też w to wciągnąć. No i trzecia osoba, 891 letni chłopak, wygląda na 19, wykonał jak na razie jedyny zadanie. Nikt nie wie co to było, ale zginęło przy tym 800 000 osób.
-Co?! Ja nie potrafię, nie zrobię - histeryzowałam
-Uposkój się - warknął - każde zadanie jest inne. Choć ono zmieni wszystko.
-Kiedy go dostanę?
-Wkrótce, ale najpierw muszę wyjaśnić ci zupełnie wszystko.
-Czy będę musiała zrobić to sama?
-Oczywiście, że nie. Masz pomoc z zaświatów, duchy, mnie, Eliasa...
-On może mi pomóc?!
-No przecież jest duchem, może. Zwłaszcza, że do tej pory był ci najbliższy..choć na peowno nie teraz.
-Dlaczego tak myślisz, JEST MOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM! - nieco sztucznie to zabrzmiało - Po co mi to mówisz, do czego zmnierzasz?
-Joel, mój stary znajomy, przestaje ci być obojętny....hm?
-Nie, on mi tylko pomaga.
-Tak samo jak El jest twoim przyjacielem, zaraz ty zaczniesz nazywać siebie człowiekiem.
-Bo nim jestem.
-Istota, to odpowiednie określenie.
-Zaraz, cały czas myślałam, że Joel jest Tobą, no ale sie znacie, czyli on z tobą współpracuje, czy...
-Mała spokojnie, Joel jest czymś zupełnie innym, nie należy do Shadoww. Też ma swój wymiar, ale jego jest najgorszy, mój jak widzisz jest bardzo jasny, nic w nim prawie nie ma. Jego, to przeciwieństwo tego, panuje mrok, brak uczuć. On potrafi je tylko wywołać osobom, tobie, siostrze, mnie. Czujemy się przy nim bezpieczni, czujemy się przyjaciółmi. To tylko podstęp, nazywa się go różnie, jedni mówią zmniennokształtny,nik nie wie czym on tak naprawdę jest. Na pewno go już spotkałaś, o ile wiem aktywnie brał udział w twoim życiu, na moje polecenie oczywiście. Tak się składa, że winny mi przsługę, no właśnie mi odpłacił, teraz miał wrócić do siebie, ale...
-Ale co? - zapytałam, choć nie chciałam usłyszeć odpowiedzi, bałam się jej
-Jest z tobą, przy twoim ciele. Czuwa.
-Czyli on wie, że tu jestem. Mimo to, że był ci to winien, nie chciał żebym do ciebie przyszła.
-Symulował, że mu zależy, to jego taktyka.
-To dlaczego sobie nie poszedł?
-Czeka...na ciebie.
-Wracając do poprzedniego tematu. Co ma do tego jakie są mniędzy mną a innymi relacjie?
-Dużo,wiele osób teraz chce, abyć im zaufała i zdradziła zadanie śmierci. Jest bowiem za jego wykonanie nagroda.
-Czyli co? Nagrobek z napisem "Ukończyłeś Poziom"?
Zaśmiał się - Stajesz się Aniołem.
-Nie, on mi tylko pomaga.
-Tak samo jak El jest twoim przyjacielem, zaraz ty zaczniesz nazywać siebie człowiekiem.
-Bo nim jestem.
-Istota, to odpowiednie określenie.
-Zaraz, cały czas myślałam, że Joel jest Tobą, no ale sie znacie, czyli on z tobą współpracuje, czy...
-Mała spokojnie, Joel jest czymś zupełnie innym, nie należy do Shadoww. Też ma swój wymiar, ale jego jest najgorszy, mój jak widzisz jest bardzo jasny, nic w nim prawie nie ma. Jego, to przeciwieństwo tego, panuje mrok, brak uczuć. On potrafi je tylko wywołać osobom, tobie, siostrze, mnie. Czujemy się przy nim bezpieczni, czujemy się przyjaciółmi. To tylko podstęp, nazywa się go różnie, jedni mówią zmniennokształtny,nik nie wie czym on tak naprawdę jest. Na pewno go już spotkałaś, o ile wiem aktywnie brał udział w twoim życiu, na moje polecenie oczywiście. Tak się składa, że winny mi przsługę, no właśnie mi odpłacił, teraz miał wrócić do siebie, ale...
-Ale co? - zapytałam, choć nie chciałam usłyszeć odpowiedzi, bałam się jej
-Jest z tobą, przy twoim ciele. Czuwa.
-Czyli on wie, że tu jestem. Mimo to, że był ci to winien, nie chciał żebym do ciebie przyszła.
-Symulował, że mu zależy, to jego taktyka.
-To dlaczego sobie nie poszedł?
-Czeka...na ciebie.
-Wracając do poprzedniego tematu. Co ma do tego jakie są mniędzy mną a innymi relacjie?
-Dużo,wiele osób teraz chce, abyć im zaufała i zdradziła zadanie śmierci. Jest bowiem za jego wykonanie nagroda.
-Czyli co? Nagrobek z napisem "Ukończyłeś Poziom"?
Zaśmiał się - Stajesz się Aniołem.
wtorek, 7 maja 2013
Rozdział VIII
Nad ranem usłyszałam stukot deszczu w marmurowy parapet, znów śnił mi się Max, mój młodszy brat. Siedzieliśmy na ganku i rozmawialiśmy, a kiedy miał mi powiedzieć coś ważnego obudziłam się. Zresztą nie pierwszy raz. Cały czas myślałam o poprzednim wieczorze, o mnie i Eliasie, o Joelu - dowiedziałam się jak ma na imię mniej więcej w ten sposób:
Stałam jak wryta, a on widać był wściekły i wyrzucił Elisa z domu. Nie było trudno, bo kiedy tylko go zobaczył od razu zniknął. Wtedy Jo powiedział to chyba jakoś tak:
-Czyś ty zwariwała?! - krzynął - Ale żeby od razu z duchem?!
Nie odezwałam się ani słowem, muszę się przyznać, że mi było wtedy wstyd. Co innego coś robić, a co innego kiedy ktoś ci to wypomina. A tak wogule co on ma do Eliasa...
-Weź się odczep.....ty.....no - wyszłam z salonu
-Mów i Joel - powiedział przez zęby.
I tak znalazłam się u siebie i poszłam spać. No i wracam do mojego snu, którego mam co noc i który nie może się dokończyć.................Właśnie zchodziłam po skrzypiących schodach, zobaczyłam chłopca siędzącego na ganku. Czym prędzej pobiegłam ku niemu, aby zobaczyć jego twarz. To był Max, wyglądał nieco inaczej, jego twarz była blada, a policzki sine. Był smutny.
-Co się stało? - zapytałam troskliwym tonem
-Musisz coś wiedzieć - spojrzał na mnie - Ja wcale nie chciałem, to stało się tak nagle......musisz wiedzieć, że Ty i.......
Obudził mnie trzask, tak jak przedtem. W pokoju stał Joel.
-Co ty tu do diabła robisz?! - zawołam zaspana
-Ja? Jestem ciekaw co ty robisz w tym oknie, chcesz się zabić czy co!
Teraz zauważyłam, a na ten serce mi się zatrzymało. Stałam na parapecie od pokoju przy otwartym oknie. Bałam się zejść i szybko zamknęłam oczy, co ja wyrabiam? W głowie brzmiał mi cichy głosik Skocz, Skocz.... Piekielny ból w sercu.....Po co się jeszcze zastanawiasz?
Skoczyłam, wiatr we włosach był tak niezwykły, a potem, a potem nic... .
środa, 1 maja 2013
Rozdział VII
Resztę dnia spędziłam w pokoju, w sumie to nawet nie było źle. Mimo kolejnej porannej wizj było mi lepiej. Wczytałam się w książkę, a czas zleciał jak z procy. Poczułam głód, który coraz bardziej się zwiększał. Żołądek domagał się wreszcie czegoś do jedzenia, więc postanowiłam poszperać w półkach. Jak mogłam wcześniej przewidzieć nic nie znalazłam, nie zostało mi nic innego jak zejść na dół. Sama cisza w domu wydawała się niepokojąca, mimo to zebrałam się na odwagę i otworzyłam drzwi. I nic, cisza. Nikogo nie ma w domu tym lepiej, bo mogę swobodnie iść do kuchni i zjeść wszystko co się da.
W kuchni było pełno jedzenia, nawet nie mogłam się zdecydować, w końcu jednak przygotowałam tortillę z kurczakiem. Zaskoczeniem dla mnie było to, że umiałam gotować i to całkiem nieźle. W całym domu pachniało od jedzenia. W czasie gdy smarzyły się placki, włożyłam szarlotkę do piekarnika, po czym nakryłam do stolu dla jednej osoby rzecz jasna. Dokończyłam placki i wzięłam się za jedzenie. Smakowało genialnie, lecz trzeba było po sobie posprzątać. Nie, nie tym razem, wszystko zostawiłam i poszłam w kierunku salonu. Wielkie stereo i telewizor mówiły za siebie, wszystko tu było duże i nowoczesne. Nawet nie zapomniano o parkiecie tanecznym. Oczywiście włączyłam muzę i zaczęłam tańczyć. Nie był on taki zwykły, bo piosenka "Give me love" Eda jest niesamowita. Mój taniec był nieco dziwaczny, często obracałam się w kółko i robiłam niezgrabne ruchy rękami po twarzy, ale co to miało za znaczenie, bo była tylko muzyka. Wypełniła mnie całą swoją siłą, mocą, delikatnością, tak że poczyłam się jak anioł. Piosenka się skończyła i zaczęła się następna, ale już nie była tak interesująca jak osoba, która stała przede mną. Elias. Śmiał się ze mnie.
-Nieźle tańczysz - parsknął śmiechem a ja razem z nim
-No wiesz mam wielki talent - znów wybuchliśmy śmiechem
-Gdzieś ty się podziewała?
-Ja? Chyba ty?! Potrzebowałam cię.
-Wiem, ale nie mogłem przyjść, miałem ważną sprawę - zmieszał się i nastała cisza, więc żeby ją przerwać zaprowadziłam go do swojego pokoju i położyliśmy się na moim łóżku.
-W każdym razie, co tam u ciebie słychać? Widzę, że masz dom i to ogromny! Jak ci się to udało? - zapytał
Opowiedziałam mu wszystko po kolei, zaczynając od momentu rozstania się na placu. Nie był specjalnie zdziwniony, wręcz doprowadziłam go do płaczu. Próbowałam mu wytłumaczyć, jakie to dla mnie ciężkie chwile były, ale jak doszliśmy do momentu moich kroków tanecznych to nawet siebie nie uratowałam od śmiechu. Wtedy nawet nie przeszło mi to przez głowę, że będę się z tego śmiać. Wruciliśmy do salonu i jeszcze raz włączyliśmy tę piosenkę, tylko tym razem zamiast tańczyć moją solówkę, to zrobiliśmy to razem. Nie sądziłam, że będzie tak zabawnie, Eli powtarzał moje ruchy, a ja zamiast robić to samo to zwijałam się ze śmiechu. Piosenka się skończyła, następną była również spokojna ale bardziej do par. Także zaczeliśmy tańczyć razem, przytulając się, parę razy zrobiłam obrót, już miało dojść do pocałunku (wiem przecież, że to duch, ale dogadywałam się z nim tak świetnie, więć co miałam zrobić, jak go nie kochać), ale coś nam przeszkodziło. Do pokoju wszedł Ten chłopak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)